Richard zaśmiał się cicho, pogardliwie.
„Zamierzasz zadzwonić na policję, Isabelle?” – zapytał, siadając z powrotem, jakby rozbawiony sytuacją. „Daj spokój. To tylko awantura rodzinna”.
„Nie” – odpowiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. „To, co właśnie zrobiłeś, to przestępstwo”.
Pani Delorme cmoknęła językiem.
„Och, nie zaczynaj znowu z tym prawniczym żargonem” – warknęła, poprawiając teczkę na kolanach. „Czasami kobietę trzeba zdyscyplinować. Camille jest bardzo kompetentna w pracy, owszem, ale w domu musi się jeszcze nauczyć, gdzie jej miejsce”.
Camille wciąż stała nieruchomo, z dłonią na policzku. Jej dolna warga była rozcięta. Widziałam już, jak skóra czerwieni się i puchnie.
Podeszłam do niej.
„Chodź tutaj” – powiedziałam.
Richard stanął przed nią.
Nie podniósł głosu. To chyba było w nim najbardziej niepokojące. Nie musiał krzyczeć, żeby grozić. Jego ton pozostał niski, opanowany, niemal biurokratyczny.
„Zostaje tutaj” – powiedział.
Potem spojrzałam na niego w sposób, którego nie używałam od bardzo dawna. Tym samym spojrzeniem, które przez trzydzieści dwa lata sprawiało, że mężczyźni się cofali, przekonani, że mogą mnie zastraszyć, bo są ode mnie 20 centymetrów wyżsi, mówią głośniej albo żyją w świecie, w którym nikt im nigdy nie odmawia.
„Zejdź mi z drogi, Richardzie”.
Coś w moim głosie musiało się zmienić, bo przez sekundę się zawahał.
Camille zrobiła krok w moją stronę.
Szorstko chwycił ją za ramię.
Tym razem wydała z siebie cichy, mimowolny dźwięk, krzyk bólu, jakiego żadna matka nie powinna usłyszeć od swojej córki.
I wtedy w końcu coś do mnie dotarło z brutalną jasnością:
To nie był pierwszy raz.
Krótka fryzura.
Długie rękawy.
Przesadnie szybki uśmiech.
Sztywna postawa, kiedy mnie przytulała.
Drżąca ręka, kiedy nalewała wodę.
Strach, z jakim mierzyła nawet temperaturę potrawy.
Wszystko od razu zaskoczyło.
Nie byłem świadkiem początku tragedii.
Byłem w samym jej środku.
„Puść ją” – powiedziałem.
„Nie przesadzaj” – odparł, zaciskając mocniej uścisk. „Dramaturguje. Jak zawsze”.
Camille nawet nie zaprotestowała.
To było najgorsze.