Dom rodzinny, ten, w którym co roku obchodzili Boże Narodzenie, był obciążony hipoteką banku. Bernard podpisał ją, nie mówiąc Monique. Jeśli budowa się nie powiedzie, bank może przejąć firmę i dom.
„Czy mama wie?”
Bernard wpatrywał się w szafkę z dokumentami.
„Nie musi znać wszystkich szczegółów”.
„Uważa, że dom jest spłacony od 10 lat”.
„Mam to pod kontrolą”.
„Nie. Panujesz tylko nad słowami, jakbyś panował nad wszystkim”.
Wyprostował się.
„Nie wezwałem cię tu po to, żeby wysłuchiwać wykładów”.
Dwa dni później zebrał rodzinę. Oświadczył, że trudności są przejściowe, że bank jest pod kontrolą i że Delmas nigdy nie traci tego, co zbudował jego ojciec.
Élodie, stojąca przy oknie, wiedziała, że 11 pracowników ryzykuje zwolnienie przed styczniem, a dom może zostać zajęty wiosną.
Po odejściu pozostałych podjęła ostatnią próbę.
„Pozwól mi negocjować z bankiem. Znam takie przypadki”.
Bernard się roześmiał.
„To nie jest biznes papierkowy. Tu budujemy łodzie. To namacalne”.
Tej nocy Élodie wróciła sama do stoczni. Pod plandekami ustawione w szeregu kadłuby przypominały śpiące zwierzęta. Usiadła przy biurku swojego dziadka, Marcela, założyciela firmy, i wszystko przeliczyła.
Bank nie chciał przejąć stoczni. Chciał pozbyć się długu, który stał się toksyczny. Gdyby inwestor wykupił dług, zapewnił gotówkę i zreorganizował…
Firma przetrwała do końca.
Prawdziwą przeszkodą był Bernard. Gdyby odkrył, że jego córka ma jego dług, wolałby stracić wszystko, niż być jej winien ratunek. Jego duma nie była wadą: stanowiła jego istotę.
Więc Élodie stworzyła Aigrette Participations, firmę finansową, której nazwa nie miała nic wspólnego z rodziną Delmas ani z Annecy. Firma odkupiła dług bankowy. Aby uniknąć zajęcia nieruchomości, podpisano umowę sprzedaży z odkupieniem: Bernard miał tymczasowo sprzedać nieruchomość firmie, pozostać tam z Monique i odkupić ją zgodnie z ustalonym harmonogramem.
Podpisał dziesiątki stron. Élodie często zastanawiała się, czy naprawdę nie zdawał sobie sprawy, kto stoi za Aigrette. Może nie chciał wiedzieć. Może zrozumiał, że ktoś mu bliski mu pomaga, a potem postanowił przymknąć na to oko.
Wiosną telefony z banku ustały. Zaczęły napływać pensje. Dostawcy wznowili dostawy.
Bernard zaczął opowiadać historię o tym, jak uratował firmę.
Na początku był niejasny.
„Twardo negocjowałem”.
Potem jego wersja stała się heroiczna.
„Chcieli nas zmusić do stawienia czoła wyzwaniom. Pokazałem im, że Delmasa nie da się ugiąć”.
W międzyczasie Aigrette pokrywała deficyty: 23 000 euro na dach, 41 000 euro na dostosowanie warsztatu do przepisów, 17 800 euro na uniknięcie opóźnień w płatnościach, 62 000 euro na zapłatę dostawcy silników.
Sophie faktycznie pracowała. Witała klientów, organizowała targi łodzi i wiedziała, jak sprzedawać. Ale przez kilka miesięcy jej pensja jako asystentki kierownika była wypłacana tylko dlatego, że Élodie terminowo przelewała pieniądze.
Nikt o tym nie wiedział.
Cisza początkowo przypominała hojność. Élodie chciała chronić matkę, pracowników i pamięć dziadka. Potem cisza stała się przyzwoleniem.
Bernard otwarcie gardził swoją pracą. Monique dzwoniła do niego, gdy trzeba było zapłacić z góry, ale nigdy, gdy decyzja rodzinna miała znaczenie. Sophie stała się „praktyczną” córką. Élodie natomiast była tą, o której wszyscy zakładali, że niczego nie potrzebuje.
„Élodie potrafi zapłacić”.
„Élodie nie ma nikogo na utrzymaniu”.
„Élodie jest elastyczna”.
Jedyną osobą, która rozumiała, że cud to za mało, był Luc Morel. Pracował w stoczni przez 32 lata i znał wartość każdego narzędzia lepiej niż Bernard znał rachunki.
Pewnego sierpniowego poranka spotkał się z Élodie na końcu nabrzeża, przy dwóch kawach.
„Długi były za wysokie” – powiedział. „Zamówienia były za niskie. Tego nie da się wymazać uściskiem dłoni”.
„Może miał szczęście”.
Luc się uśmiechnął.
„Twój ojciec ma wiele zalet. Szczęście do nich nie należy”.
Potem spojrzał na szopy.
„Nieważne, kto podłożył nam pieniądze pod nogi. Ta osoba uratowała 11 rodzin. Mam nadzieję, że o tym wiedzą”.
Élodie nie odpowiedziała.
Trzy dni przed świętami Bożego Narodzenia udała się do kancelarii swojego prawnika w Lyonie. Na stole czekały na nią trzy dokumenty. Pierwszy dotyczył umorzenia pozostałego długu z budowy. Drugi zwracał dom Bernardowi i Monique. Trzeci zwalniał Delmas Marine ze wszystkich gwarancji Aigrette.
Élodie miała podpisać 26 grudnia o 9:00 rano. Nie chciała ani podziękowań, ani uznania. Chciała zwrócić nieruchomość i wreszcie zostawić całą sprawę za sobą.
Maître Vautrin zdjął okulary.
„Oddajesz prawie 690 000 euro, nie licząc już wpłaconych zaliczek”.
„Wiem”.
„Po podpisaniu twoja rodzina prawnie nie będzie ci nic winna”.
Élodie lekko dotknęła jego koszuli.