Ojciec pochylił się, dysząc ciężko.
„Pożałujesz tego”.
„Może”, powiedziałem. „Ale nie dzisiaj”.
Odchodząc w deszczu, nie obejrzałem się.
Tylko pan Herrera patrzył na mnie – jakby wiedział, że to jeszcze nie koniec.
CZĘŚĆ 2
Wszedłem do banku przemoczony od deszczu, trzymając książeczkę w plastikowej torbie.
„Dzień dobry”, powiedział urzędnik. „W czym mogę pomóc?”
„Moja babcia zmarła”, powiedziałem. „Zostawiła mi to”.
Kobieta otworzyła książeczkę, coś napisała… i zamarła.
Sprawdziła ponownie.
„Czy jest pani spokrewniona z Carmen Torres de Méndez?”
„Jestem jej wnuczką”.
Wyraz jej twarzy się zmienił.
„Proszę, proszę, nie odchodź”.
Serce mi się ścisnęło.
Zawołała kogoś. Zebrali się kolejni pracownicy.
„Trzeba powiadomić dział prawny” – wyszeptała.