„Dział prawny?” – zapytałam. „Chcę tylko wiedzieć, czy to konto istnieje”.
„Istnieje” – powiedziała cicho. „Ale… nie powinno tak wyglądać”.
Kierowniczka oddziału, Teresa Marín, zaprowadziła mnie do prywatnego gabinetu.
„To konto zostało zamknięte osiemnaście lat temu” – powiedziała.
Ściskało mnie w żołądku.
„Więc jest puste?”
„Nie” – odpowiedziała. „Zamroziło się na polecenie twojej babci”.
Odwróciła ekran w moją stronę.
Strona zapełniła się liczbami.
Więcej, niż byłam w stanie przetworzyć.
„Twoja babcia miała inwestycje, nieruchomości i fundusz powierniczy. Obecna wartość przekracza pięćdziesiąt milionów pesos”.
Nie mogłam się ruszyć.
„Żyła, jakby nic nie miała…”
„Niektórzy ukrywają swój majątek, bo boją się, że ktoś go im odbierze”.
Tętno mi waliło.
„Czy ktoś próbował go ukraść?”
Teresa zawahała się.
„Tak. Kilka razy”.
Otworzyła kolejny plik.
„Ktoś próbował znowu dzisiaj”.
„Dzisiaj?”
„Użyli pełnomocnictwa datowanego po jej śmierci”.