Zamrażając konta, Camille zakręciła kurek, który wciąż ich powstrzymywał.
Strach nie przyszedł po jej siostrę. Przyszło z powodu chaosu, jaki jej siostra mogłaby jeszcze wywołać, gdyby upadła.
Następnego dnia rodzina Delmasów przybyła do siedziby firmy.
Anne zrobiła awanturę w holu, przed pracownikami i dwoma klientami.
„Moja córka nas porzuca! Po tym wszystkim, co dla niej zrobiliśmy!”
Gérard dodał, czerwony ze złości:
„Straciła wszelki szacunek do rodziny”.
Éléonore ze swojej strony przestała udawać. Chodziła tam i z powrotem, blada, z wymizerowaną twarzą, okulary przeciwsłoneczne wsunięte w nieuczesane włosy.
Camille spokojnie zeszła na dół.
„Sala konferencyjna. Już”.
Weszli z arogancją tych, którzy wciąż wierzą, że zamknięte drzwi chronią przed kłamstwem.
Wtedy zobaczyli Maître Valence’a siedzącego po prawej stronie Camille. Na stole: dyktafon, aparat fotograficzny, starannie poukładane dokumenty, uwierzytelnione kopie.
Anne zamarła w bezruchu.
„Co to jest?”
„Nagrane spotkanie” – odpowiedziała Camille.
Éléonore uderzyła dłonią w stół.
„Odblokuj moje konta”.
Głos załamał się jej przy ostatnim słowie.
„Postawisz mnie w beznadziejnej sytuacji”.
Camille spojrzała na nią.
„Sama sobie to zrobiłaś”.
Nacisnęła przycisk na pilocie.
Ekran się rozświetlił.
Faktura za fakturą. Przelew za przelewem. Fałszywe roszczenia. Wypłaty gotówki. Éléonore zbladła. Anne zesztywniała. Gérard, początkowo wściekły, zamilkł.
Potem pojawił się podpis Anne.
Tym razem to Gérard zwrócił się do żony.
„Co to jest?”
Anne zakryła usta dłonią.
„Chciałam pomóc twojej córce”.
„Mojej córce?” – zapytała cicho Camille.
Zdanie przecięło powietrze.
Anne gwałtownie wstała.
„Nie baw się słowami. Doskonale wiesz, o co mi chodzi”.
„Tak, dokładnie. Zrobiłam to”.
Zawsze wiedziałam.
Éléonore drżała. Jej złość nie zniknęła, ale ogarniało ją coś obrzydliwszego: panika.
„Nie rozumiesz” – mruknęła. „Jeśli nie oddam…”
Maître Valence jej przerwał.
„Wszystko, co powiesz, może zostać przekazane odpowiednim władzom”.
Gérard uderzył pięścią w stół.
„To sprawa rodzinna!”
Camille wstała.
Jej krzesło odchyliło się z cichym kliknięciem.
„Nie. Sprawa rodzinna miała miejsce wczoraj wieczorem, kiedy ktoś mnie uderzył i wszyscy prosiliście mnie o przeprosiny. To oszustwo”.
Anne płakała, ale Camille zbyt często widziała, jak łzy napływają jej właśnie wtedy, gdy dowody stawały się zbyt oczywiste.
„Nie zniszczysz swojej siostry, prawda?”
„Niczego nie zniszczę” – odpowiedziała Camille. Właśnie zabieram ręce z tego, co udawałaś, że niesiesz.
Położyła na stole dwa dokumenty.
„Opuszczasz chatę w umówionym terminie. Współpracujesz z audytem. A jeśli zniknie choć jeden dokument, jeśli zastraszysz choć jednego dostawcę, jeśli opróżnisz choć jedno konto gdzie indziej, wszystko trafi do prokuratury”.
Éléonore spojrzała na nią z nienawiścią.
„Stałaś się potworna”.
Camille spojrzała na wciąż bladą plamę na swoim policzku, odbijającą się w oknie wykuszowym.
„Nie. Po prostu przestałam być użyteczna”.
Gérard chwycił Éléonore za ramię i pociągnął ją w stronę drzwi. Tym razem to on opuszczał pokój bez żadnej kontroli.
Kolejne tygodnie pozbawiły chatę teatralnej energii.
Pudła piętrzyły się w salonie. Telefony Gérarda do starych przyjaciół stawały się coraz krótsze. Ludzie, którzy pili jej szampana przez 20 lat, nagle nie mogli znaleźć 10 minut, żeby jej odpisać.
Anne spędzała całe dnie na pakowaniu naczyń, a potem ich rozpakowywaniu, nie mogąc zdecydować, co warto zachować. Płakała nad albumami ze zdjęciami, gdzie Éléonore zawsze zajmowała środek, promienna, a Camille czasami pojawiała się na krawędzi zdjęcia, przycięta do połowy.
Éléonore tymczasem robiła się coraz bardziej nerwowa. Odbierała wiadomości na telefon, którego nikt nie rozpoznawał. Wychodziła na mróz, żeby im odpowiedzieć. Za każdym razem wracała coraz bledsza.
Pewnej nocy, o 3 nad ranem, weszła do sypialni rodziców.