„Nie” – powiedział, po czym poprawił się. „Nie wiem”.
Lekarz przyglądał mu się nie z oskarżeniem, lecz z ostrożnością. Santiago nienawidził tego spojrzenia. Nienawidziło go to, że obcy człowiek musi się zastanawiać, czy skrzywdził własną żonę.
„Nie zrobiłem tego” – powiedział Santiago, a jego głos po raz pierwszy się załamał.
Lekarz ostrożnie skinął głową. „To niech nam pan pomoże zrozumieć, kto to zrobił”.
Zanim Santiago zdążył odebrać, telefon zaczął bez przerwy wibrować. Na ekranie pojawiło się imię jego matki: Amparo Beltran. Potem pojawiło się imię jego kuzyna: Rodrigo Hale, prawnik Beltran Holdings. Potem znowu imię jego matki.
Santiago nie odebrał.
Przyszedł SMS od Rodriga.
Nie składaj żadnych oświadczeń w szpitalu. Zadzwoń do mnie natychmiast. To sprawa rodzinna.
Santiago przeczytał te słowa trzy razy.
Sprawa rodzinna.
Jego żona leżała w szpitalnym łóżku, prawdopodobnie walcząc o życie, a Rodrigo nazwał to sprawą rodzinną. Nie nagłym przypadkiem medycznym. Nie przestępstwem. Sprawą rodzinną.
Santiago doszedł do końca korytarza i zadzwonił do swojego szefa ochrony, Marcusa Reeda, byłego śledczego federalnego, który pracował dla niego przez osiem lat.
„Marcusie” – powiedział cicho Santiago – „muszę skopiować i zabezpieczyć wszystkie nagrania z penthouse’u, garażu, windy, holu i wejścia służbowego z ostatnich dziesięciu dni. Nie wysyłaj tego nikomu. Ani mojej matce. Ani Rodrigo. Ani zespołowi prawnemu firmy. Tylko mnie”.
Marcus nie pytał dlaczego. „Zrozumiałem”.
„A Marcus?”