„Tak, proszę pana?”
„Jeśli ktoś będzie próbował cokolwiek usunąć, proszę wezwać policję”.
Zapadła cisza. „Aż tak źle?”
Santiago spojrzał w stronę pokoju Valerii. „Gorzej”.
O świcie Valeria była już obudzona, ale osłabiona. Jej twarz była blada na szpitalnej poduszce, a usta drżały, gdy Santiago wszedł. Podszedł powoli, jak człowiek zbliżający się do rannego zwierzęcia, które wciąż nie wie, czy mu zaufać.
„Niczego nie podpisałem” – powiedział, zanim zdążyła się odezwać. „Cokolwiek ci pokazali, cokolwiek ci powiedzieli, to nie byłem ja”.
Łzy spływały po skroniach Valerii. „Rodrigo przyniósł dokumenty”.
Santiago zacisnął szczękę. „Jakie dokumenty?”
„Powiedział, że to dokumenty ochrony medycznej. Powiedział, że twoja matka martwi się z powodu dwóch poronień. Powiedział, że jeśli…
Gdyby coś mi się stało, dziecko zostałoby z rodziną Beltranów”. Przełknęła ślinę. „Powiedziałam mu, że nie chcę niczego podpisywać. Powiedział, że już to zrobiłaś”.
Santiago zamknął oczy.
Valeria kontynuowała drżącym głosem. „Twoja matka przyszła z prywatną pielęgniarką. Powiedziała, że jestem samolubna. Powiedziała, że kobiety takie jak ja wychodzą za mąż za osoby z rodzin takich jak twoja i zapominają o wdzięczności. Powiedziała mi, że gdybym naprawdę cię kochała, chroniłabym twoje dziecko przed moim słabym ciałem”.
Santiago chwycił krawędź łóżka, aż zbielały mu kostki palców.
„Tak ci powiedziała?”
Valeria skinęła głową. „Potem zaczęłam odczuwać ból w nogach. Pielęgniarka powiedziała, że to normalny obrzęk. Powiedziała, żebym się nie ruszała, bo ruch mógłby zaszkodzić dziecku. Chciałam do ciebie zadzwonić, ale Rodrigo powiedział, że jesteś w Chicago, gdzie finalizujesz umowę i że już zgodziłaś się na plan”.
„Jaki plan?”
Valeria patrzyła na niego z wyczerpanym przerażeniem.
„Plan, jeśli mi się nie uda”.
Przez kilka sekund Santiago nie mógł złapać tchu. Myślał o każdej kolacji, na której jego matka uśmiechała się do Valerii z wyrafinowaną okrucieństwem. Za każdym razem, gdy Rodrigo nazywał ją „kruchą”. Za każdym razem, gdy bagatelizował dyskomfort Valerii, tłumacząc go niepewnością. Zabezpieczał transakcje warte miliardy, ale nie zdołał ochronić żony przed ludźmi siedzącymi przy jego własnym stole.
„Powinienem był cię posłuchać” – wyszeptał.