Podsłuchałam, jak moja matka, nie pytając mnie o zgodę, planowała ślub mojej siostry w moim domu wartym 28 milionów pesos. Potem powiedziała, jakby mówiła o pożyczonym krześle: „To własność rodzinna. Elena jest nam winna”. Uśmiechnęłam się również, gdy nadszedł czas. Milczałam, a kiedy na mojej ulicy pojawiło się prawie 200 gości, wejście było już zamknięte. Ochrona nie wpuszczała nikogo, a policja wylądowała przed moim domem.
Nazywam się Elena Mendoza i mam 35 lat. Pracuję jako starszy analityk finansowy w firmie inwestycyjnej z biurami przy Paseo de la Reforma w Mexico City. To wymagająca praca, ale dobrze mi idzie. Zawsze wiedziałam, na czym stoję w liczbach. Z rodziną nigdy. Trzy lata wcześniej rozwiodłam się z Arturo Salcedo. Nasze małżeństwo było pełne kłótni, podejrzeń i wyczerpania. Czułam, że mi nie ufa. Czuł, że się od niego oddalam. W końcu oboje byliśmy wyczerpani.