Wyjrzałam przez okno mojego hotelu na światła miasta.
„Powiedziałam prawdę”.
„Myślisz, że możesz mnie przestraszyć?”
„Nie” – powiedziałam. „Myślę, że twój prawnik może”.
Zamilkł.
Za nim usłyszałam krzyk Evelyn: „Powiedz jej, że nie może dotykać tego domu!”.
O mało się nie uśmiechnęłam.
„Daniel” – powiedziałam – „włącz głośnik”.
Pauza.
Potem przebił się głos Evelyn. „Ty bezwstydny mały żmijo”.
Powiedziałem: „Rezydencja prawnie należy do mnie. Jesteście gośćmi. Teraz nieproszonymi”.
Jej oddech się zmienił.
Daniel wyjąkał: „To niemożliwe”.
„Nie” – powiedziałem. „Niemożliwe jest udawanie, że zbudowałeś sobie życie, kiedy jedyne, co robiłeś, to spędzanie mojego”.
Część 3
Nakaz eksmisji został doręczony o 9:00 rano następnego dnia.
Nie przyjechałem sam.
Marissa przyszła ze mną, wraz z dwoma funkcjonariuszami, zarządcą nieruchomości i ślusarzem. Daniel otworzył drzwi w pogniecionej wczoraj koszuli, z rozczochranymi włosami, a jego arogancja zaczynała już pękać.
„Nie możesz tak po prostu wejść” – warknął.
Marissa podała mu dokumenty. „Właściwie może”.
Evelyn pojawiła się za nim w jedwabnym szlafroku, z twarzą bladą pod nieskazitelnym makijażem. „To molestowanie”.
„Nie” – powiedziałam, wchodząc do holu. „Nękanie polegało na tym, że nazywano mnie bezpłodną w obecności twojej rodziny. Napaść polegała na tym, że twój syn mnie uderzył. Oszustwo polegało na tym, że używano moich pieniędzy, mówiąc wszystkim, że nic nie wniosłam”.
Wzrok Daniela powędrował w stronę funkcjonariuszy. „To był jeden policzek”.
Jeden z funkcjonariuszy spojrzał na mój policzek, na którym siniak był wciąż ledwo widoczny.
Głos Marissy stał się zimny. „I jedno nagrane pogróżki. I wielu świadków. I nagranie z monitoringu z holu”.
Evelyn znieruchomiała.