Uderzenie było tak silne, że obrączka Claire wbiła się w wnętrze jej dłoni, gdy instynktownie zacisnęła palce.
Przez trzy długie sekundy rozległy przedsionek willi w Saint-Cloud zamarł w nierealnej ciszy. Nawet kostki lodu w szklankach przestały brzęczeć.
Wtedy Geneviève, jej teściowa, uśmiechnęła się.
„Wynoś się stąd!” krzyknął Julien.
Twarz jej męża wykrzywiła pogardliwa złość, którą zazwyczaj rezerwował dla spóźnionych kupców, powolnych kelnerów lub pracowników, którzy ośmielali się mu sprzeciwiać.
„Nie odzywaj się tak do mojej matki w jej własnym domu”.
W jej własnym domu.
Claire obejrzała się za siebie. Kryształowy żyrandol Baccarat, jasne kamienne schody, dębowy parkiet w jodełkę, lniane zasłony wybrane z warsztatu w Marais… Osobiście zatwierdziła każdy szczegół remontu.
Nad kominkiem wisiał rodzinny portret zrobiony dwa lata wcześniej. Julien i Geneviève zajmowali centralne miejsce. Claire stała nieco na uboczu, ubrana w suknię w kolorze kości słoniowej, z dyskretnym uśmiechem, o który prosił ją fotograf.
Wyglądała jak drogi gość we własnym domu.
Geneviève przycisnęła jedwabną chusteczkę do idealnie suchych oczu.
„Po prostu jej przypomniałam, że powinna być wdzięczna. Niektóre kobiety wychodzą za mąż za zamożnych mężczyzn i natychmiast zapominają, skąd pochodzą”.
Claire poczuła w ustach metaliczny zapach krwi.
„Skąd ja pochodzę?”
Julien zrobił krok w jej stronę.
„Nie zaczynaj od nowa”.
Ale coś się właśnie zaczęło.
Przez trzy lata Claire znosiła niedzielne obiady, podczas których Geneviève krytykowała jej sposób ubierania się, sposób przyjmowania gości, jej przesadnie neutralny akcent, jej rzekomy brak ciepła, a nawet sposób przyrządzania jej udźca jagnięcego. Uśmiechała się na galach charytatywnych, gdy jej teściowa opowiadała, jak Julien „uratował młodą kobietę bez żadnych koneksji”. Milczała, gdy Geneviève powtarzała krewnym, że Claire miała „niezwykłe szczęście”, że została wybrana przez syna.
Tej niedzieli sześcioro członków rodziny Renaud zebrało się przy kawie w salonie. Rozmowa zeszła na temat chrzcin noworodka kuzynki.
Geneviève odstawiła filiżankę z lekkim westchnieniem.
„Niektóre kobiety przynajmniej wiedzą, jak dać mężowi dzieci”.
Nikt nie odpowiedział.
Claire poczuła, jak Julien obok niej sztywnieje, ale nie bronił jej.
Geneviève dodała wtedy na tyle głośno, by wszyscy mogli usłyszeć:
„Kiedy jesteś bezpłodna, bez prawdziwej pracy i wspierana przez męża, powinnaś unikać pouczania innych”.
Wzrok ich powędrował w stronę spodków.
Claire czekała, aż Julien się odezwie. Wiedział o kuracji hormonalnej, dwóch poronieniach, nocach spędzonych na izbie przyjęć w szpitalu Foch. Wiedział, że po drugim poronieniu płakała mu w piersi, aż straciła głos.
Wiedział też, że prosiła go, żeby nie mówił matce.