CZĘŚĆ 1
„Chcę, żebyś dziś wieczorem udawała moją żonę. Zapłacę ci tyle, ile zarobisz w ciągu czterech miesięcy”.
Mariana Salgado stała nieruchomo, ściskając w dłoniach tacę z kawą, na środku restauracji Polanco. Mężczyzna, który właśnie złożył jej tę propozycję, nie wyglądał na pijanego ani nie żartował. Miał na sobie nienaganny ciemny garnitur, wyglądał na około 45 lat i mówił ze spokojem kogoś, kto przywykł do otwierania drzwi, zanim jeszcze zapuka.
„Pomylił pan kobietę” – odpowiedziała.
„Alejandro Alcázar, dyrektor Alcázar Industrial. Może mnie pan znaleźć w internecie. Za godzinę idę na kolację z chińskimi inwestorami. Miesiące temu powiedziałam, że jestem mężatką, żeby uniknąć rodzinnego przedstawienia. Pan Chen przyjeżdża ze swoją żoną i ma nadzieję poznać moją. Osoba, która miała mi pomóc, trafiła na ostry dyżur”.
„Więc powiedz prawdę”.
„Zrobię to przed podpisaniem jakiejkolwiek umowy. Muszę tylko uniknąć sytuacji, w której spotkanie zacznie się od kompromitacji”.
„Zrobię to przed podpisaniem jakiejkolwiek umowy. Muszę tylko uniknąć sytuacji, w której spotkanie zacznie się od upokorzenia”.
„Zrobię to przed podpisaniem jakiejkolwiek umowy”. Mariana chciała odejść, ale usłyszała kwotę. Za te pieniądze mogłaby opłacić trzymiesięczny czynsz i leczenie matki, która cierpiała na chorobę autoimmunologiczną. Mimo to nie zgodziła się od razu.
Kilka minut później chiński turysta zaczął się dusić z powodu reakcji alergicznej. Mariana wezwała karetkę, porozmawiała z jego żoną po mandaryńsku i wyjaśniła ratownikowi, co zjadł. Alejandro obserwował, jak radzi sobie z nagłym wypadkiem z pewnością siebie, która przeczyła jej skromnym początkom jako kelnerki.
„Tego się nie nauczyłeś z filmów” – powiedział, kiedy wszystko się skończyło.
Mariana spuściła wzrok.
Przed rozwodem pracowała jako tłumaczka biznesowa. Przez osiem lat asystowała w negocjacjach między firmami meksykańskimi i azjatyckimi. Później jej były mąż, Héctor Villaseñor, oskarżył ją o ujawnienie poufnych informacji. Nigdy nie złożył skargi, ale dzwonił do każdej firmy, w której aplikowała o pracę. W niecałe sześć miesięcy Mariana przeszła od tłumaczenia kontraktów wartych miliony dolarów do kelnerowania na nocnej zmianie.
Zgodziła się pod pewnymi warunkami: umowa o usługi tłumaczeniowe, zakaz całowania się i przytulania, zakaz opuszczania restauracji i możliwość ujawnienia prawdy, jeśli oszustwo wpłynie na decyzję biznesową.
Alejandro zgodził się na wszystko.
Kolega pożyczył jej bordową sukienkę. O ósmej Mariana weszła z nim do prywatnego pokoju. Chen Hao i jego żona powitali ją z entuzjazmem. Rozmowa płynęła tak dobrze, że na kilka minut Mariana przypomniała sobie, kim była, zanim Héctor zniszczył jej reputację.
Wtedy drzwi się otworzyły.
Ostatnim gościem był właściciel firmy, który szukał inwestycji, aby się uratować.
Héctor Villaseñor.
Widząc ją siedzącą obok Alejandra, z pożyczonym pierścionkiem na palcu i mówiącą po mandaryńsku przed inwestorami, zbladł.
„Héctorze, chciałbym, żebyś poznał moją żonę, Marianę” – powiedział Alejandro.
Były mąż otrząsnął się zaledwie po chwili.
„Co za niespodzianka” – odparł, uśmiechając się zimno. „Znam ją bardzo dobrze”. Właściwie musiałem ją zwolnić za kradzież informacji z mojej firmy.
W sali zapadła cisza, a Mariana zrozumiała, że ta kolacja nie tylko przywróci jej pracę: miała rozpalić wojnę, której nikt przy tym stole nie mógł sobie wyobrazić.
CZĘŚĆ 2
Héctor przedstawił swój projekt jako rozszerzenie Grupo Villaseñor, ale Mariana wyczuła kłamstwo na pierwszej stronie. List od chińskiego dostawcy nie gwarantował cen ani wielkości zamówienia; wyrażał jedynie zainteresowanie rozpatrzeniem oferty. Hiszpańskie tłumaczenie przekształciło możliwość w formalne zobowiązanie.
„W dokumencie jest coś jeszcze” – szepnęła do Alejandro.
Chen przejrzał oryginał i potwierdził zmianę. Héctor obwinił zewnętrznego tłumacza, choć nie mógł przedstawić swojej umowy. Następnie poprosił o rozmowę z Marianą na korytarzu.
„Ile Alcázar ci płaci?” – warknął. „Dam ci podwójnie, jeśli powiesz, że tłumaczenie jest akceptowalne”.
„Nie masz nawet wystarczająco dużo pieniędzy, żeby zapłacić mi to, co ustaliliśmy w rozwodzie”.
„Zapłaciłem ci już 4,8 miliona pesos. Mam twoje podpisane potwierdzenie zapłaty”.
Mariana poczuła, jak ziemia pod jej stopami drży. Nie dostała ani centa. Héctor przypomniał jej, że miesiące wcześniej podpisała stos papierów bankowych i ubezpieczeniowych.
„Jeśli powiesz choć słowo, przedstawię ci potwierdzenie i zgłoszę wymuszenie” – zagroził. „Nikt nie zatrudni kobiety, która próbuje dostać dwa razy zapłatę”.
Mariana wróciła do salonu i postanowiła zakończyć tę farsę.
„Alejandro nie jest moim mężem” – powiedziała. „Héctor był. A ja milczałam, żeby moje komentarze nie wyglądały na zemstę”.
Alejandro przyznał się Chenowi do oszustwa. Chiński biznesmen był zirytowany, ale odróżniał osobistą gafę od fałszerstwa, które może przynieść straty. Inwestycja została zamrożona do czasu przeprowadzenia pełnego audytu.
Héctor wyszedł wściekły.