„Zgubiłaś coś, kiedy upadłaś?”
Sienna wytrzymała jej spojrzenie.
„Nic o tym nie wiem.”
Pani Doyle spojrzała na kieszeń fartucha.
Potem spojrzała na kołnierzyk.
„Powinnaś się przebrać, zanim ktoś cię tak zobaczy”.
Sienna chciała zapytać, czy chodzi jej o siniaki, czy o ślady po tym, co zrobił Marco, ale zmusiła się do milczenia.
„Tak, proszę pani”.
„I proszę nie przychodzić jutro na nocną zmianę”.
To nie było planowane.
„Dlaczego?”
Doyle zwlekał z odpowiedzią zbyt długo.
„Będzie specjalna dostawa”.
Serce Sienny zabiło mocniej.
„Mogę pomóc”.
„Nie”.
Słowo padło zbyt szybko.
Doyle wrócił do biurka i otworzył notes.
„Proszę zostać w pokoju po jedenastej”.
Sienna spuściła głowę, żeby kobieta nie zobaczyła tego, co właśnie sobie uświadomiła.
Bramka dla obsługi nie zostanie otwarta po północy, żeby można było normalnie wejść.
Każdy pracownik, który zauważyłby jakiekolwiek nieprawidłowości, zostałby wcześniej odesłany.
„Rozumiem”.
Kiedy Sienna wyszła, korytarz wydawał się pusty.
Nie przyspieszając, podeszła do rogu.
Dante wyłonił się z bocznych drzwi, gdy tylko zniknęła z oczu biura.
„Przesyłka specjalna” – wyszeptała Sienna.
„Słyszałam”.
„Chce, żebym była zamknięta w pokoju”.
„Bo zobaczył cię tam, gdzie nie powinnaś być, i nie wie, ile podsłuchałaś”.
„Więc Marco już mu powiedział”.
Dante pokręcił głową.
„Nie wszystko”.
Wyciągnął złożoną kartkę papieru i wskazał na jedną ze zmienionych kolumn.
Sienna myślała, że zawiera tylko kwoty i godziny, ale Dante pokazał jej coś, czego nie mogła rozpoznać: trzy regularne dostawy pojawiły się w jutrzejszym dzienniku zmniejszone, mimo że godziny nadal zajmowały tyle samo miejsca.
„Tworzą lukę” – powiedział.
„Żeby coś wstawić?”
„Albo coś stamtąd zabrać”.
Ta różnica całkowicie zmieniła wyraz twarzy Sienny.
Do tej chwili wyobrażała sobie mężczyzn wchodzących przez bramę, żeby zaatakować Dantego.
Nigdy nie brała pod uwagę, że cel może już być w rezydencji.
„Co Marco chce stąd zabrać?”
Dante milczał.
Sienna zrozumiała, zanim zdążył odpowiedzieć.
„Nic takiego”.
Dante spojrzał na nią.
„Jeszcze nie wiem”.
„Ale o tym myślałaś”.
„Tak”.
W rezydencji mieszkali pracownicy, okazjonalni goście i kilku mężczyzn pracujących bezpośrednio dla Dantego, ale w tym tygodniu był tam również Luca Marchetti, jego młodszy brat, który niedawno wrócił po kilku miesiącach nieobecności.
Sienna widziała, jak dwa razy jadł kolację z Dantym i kłócił się za zamkniętymi drzwiami.
„Jego brat?”
Twarz Dantego stwardniała.
„Nie zakładaj niczego na głos”.
„To znaczy, że też o tym myślałeś”.
„” Dante nie odpowiedział.
Zakrwawiona kartka papieru właśnie nabrała innego ciężaru.
Marco nie musiał podbijać domu, skoro mógł wykorzystać własne korytarze, harmonogramy i służbę, żeby przenieść kogoś tak, żeby nikt nie dowiedział się, co się stało, aż do później.
Dante odprowadził Siennę do kwatery służby.
„Wejdź i nie wychodź przed śniadaniem”.
„Myślałem, że pomogę”.
„Już pomogłeś”.
„Nie mów mi tego, jakby to był koniec”.
Dante zatrzymał się.
„Marco uderzył cię, bo myślał, że jesteś niewidzialna”.
Sienna zacisnęła szczękę.
„Byłam niewidzialna dla prawie wszystkich tutaj”.
„Właśnie dlatego dostrzegasz rzeczy, których oni przestali widzieć”.
Wskazała na kieszeń, w której Dante trzymał kartkę.
„To zacznij od tego”.
„Co?”
„Pani Doyle przegląda każdy dziennik przed pójściem spać, ale nigdy nie pisze bezpośrednio na nich.”
Dante zmarszczył brwi.
„Jesteś pewien?”
„Jedenaście miesięcy zmywania naczyń, przynoszenia kawy i zbierania papierów pozostawionych na stołach wystarczy, żebym wiedział, jak ona pracuje.”
„Jej pismo jest na tej kartce.”
„Tak, i to jest dziwne.”
Sienna przypomniała sobie spiżarnię, oddech Marca za nią i szybkie ruchy Doyle’a na kasie.
„Kiedy je zobaczyłam, Marco mówił, a ona pisała.”
„Tak mówiłeś.”
„Ale ona coś przepisywała.”
Dante pozostał nieruchomy.
„Skąd?”
Sienna zamknęła oczy, zmuszając się do odtworzenia sceny bez dodawania czegokolwiek, czego nie widziała.
„Marco trzymał w dłoni małą kartkę.”
„Jaką kartkę?”
„Nie wiem”.
„Kolor?”
„Biały”.
„Coś na nim napisane?”
Sienna otworzyła oczy.
—Liczby.
Dante ponownie wyciągnął kartkę.
Kod Doyle’a nie dowodził, że to ona zaprojektowała plan.
Dowodził, że brała w nim udział.
Ale jeśli…
Kopiując instrukcje Marco, hierarchia służbowa mogła być inna, niż się wydawało.
„Bronisz jej?” zapytał Dante.
„Nie”.
Sienna delikatnie dotknęła rozciętej wargi.
„Chcę wiedzieć, dlaczego kobieta, która kontroluje nawet liczbę serwetek opuszczających spiżarnię, pozwala Marco wydawać polecenia w swojej spiżarni”.
O szóstej rano w domu zaczęło się poruszać.
Sienna przebrała się z podartego uniformu w czysty i zakryła siniaki najlepiej, jak potrafiła, choć opuchniętego oka nie dało się ukryć.
Kiedy dotarła do jadalni dla personelu, rozmowy ucichły na kilka sekund.
Nikt nie pytał, co się stało.
Ta cisza bolała bardziej, niż się spodziewała.
Marco wszedł pięć minut później.
Był idealnie ubrany w marynarkę i niósł kubek kawy.
Kiedy ją zobaczył, nie okazał zdziwienia.
Uśmiechnął się.
Sienna zrozumiała wtedy prawdziwy cel swojej groźby.
Nie musiała dopilnować, żeby Sienna milczała z obawy przed śmiercią.