Kilka dni później Diego nalegał, żeby przenieść mnie do prywatnego sanatorium na obrzeżach Toluca, luksusowego miejsca z nieskazitelnymi ogrodami, dyskretnymi pokojami i elektronicznymi bramkami. Powiedział, że potrzebuję całkowitego odpoczynku. Znałam prawdę: chciał mnie odizolować.
Apartament wyglądał jak w drogim hotelu, z wyjątkiem wylotu tlenu przy łóżku i przycisku alarmowego. Kiedy Diego podszedł do recepcji, sprawdziłam pokój. Skierowano na mnie trzy ukryte kamery.
Włączyłam mały inhibitor, który dała mi Maria, i kilka minut później weszła przez okno ubrana jak pielęgniarka z domu opieki.
„Masz dziesięć minut” – wyszeptał.
Ustawił mikrofon za wezgłowiem łóżka i podał mi kolejny czysty telefon.
„Tabletki, które mi dałeś do analizy, zawierają skumulowane dawki leku, który może wpływać na twoje serce. Sofia chce cię powoli zabić i upozorować to na powikłania pooperacyjne”.
Dreszcz przeszedł mnie po plecach.
„A Ana?” – zapytałem.
Maria pokazała mi zdjęcie młodej kobiety, która była bardzo do mnie podobna.
„Ana była dziewczyną Diego przed tobą. Podobno popełniła samobójstwo. Jej siostra od lat powtarzała, że to było morderstwo. Tydzień przed śmiercią Ana zmieniła testament na korzyść Diego.
Kamera zdawała się kręcić.
Diego nie improwizował ze mną. Byłam tylko kolejnym elementem.
Tej nocy udawałam, że śpię, kiedy drzwi się otworzyły. Weszli Diego, Olivia i Gonzalo.
„Jest pod wpływem środków uspokajających” – powiedział Diego.
„Podpiszesz jutro?” – zapytał Gonzalo.
„Podpisze. Potem Sofia dostosuje dawkę. Będzie wyglądać jak nagły zawał serca”.
Olivia wyszeptała coś, co przyprawiło mnie o dreszcze.
„Tak jak z Aną”.
„Zamknij się” – powiedział ostro Diego.
Kiedy wyszli, otworzyłem oczy, zlany potem. Mikrofon wszystko nagrał.
Napisałem do Marii:
Mamy pierwszą spowiedź. Jutro zrobię kolejny krok.
Odpowiedź nadeszła szybko:
A jutro ich wszystkich załatwimy.
CZĘŚĆ 3
O świcie udawałem, że spadam z łóżka. Przewróciłem kroplówkę, stłukłem szklankę i ślizgałem się po podłodze na tyle długo, by podnieść alarm, nie robiąc sobie krzywdy. Kiedy weszły pielęgniarki, sapnąłem i chwyciłem się za pierś.
„Nie mogę… oddychać…”
Całe sanatorium się zmobilizowało. Zabrali mnie na salę obserwacyjną, z dala od pomieszczeń w moim mieszkaniu. To było dokładnie to, czego potrzebowałem. Stamtąd wysłałem SMS-a do Marii:
Pierwszy etap zakończony. Muszę wyprowadzić Diego z sanatorium.
Dziesięć minut później Diego odebrał pilny telefon ze szpitala w Mexico City. Rzekomo poważne powikłanie z jednym ze swoich pacjentów. Zobaczyłem, jak zmienia mu się kolor skóry.
„Muszę iść” – powiedział, nachylając się ku mnie. „Zaraz wracam”.
Złapałam go za rękaw.
– Nie zostawiaj mnie.
Odepchnął mnie z udawaną delikatnością.
– „Stawką jest życie”.
Kiedy wyszedł, wiedziałam, że mamy trzy godziny.
Zabrali mnie z powrotem do mieszkania. O trzeciej po południu weszli Olivia i Gonzalo z niebieską teczką. Olivia uśmiechała się za bardzo. Gonzalo nawet nie próbował wyglądać na zaniepokojonego.
– „Catalina, moja droga” – powiedziała – „Diego poprosił nas o pomoc z dokumentami”.
– „To dokumenty związane z miejscem zamieszkania i podatkami” – dodał Gonzalo. „Podpisz tutaj”.
– Włożyli mi długopis do ręki. Udawałam, że czytam z trudem. To było dokładnie to, czego się spodziewałam: pełnomocnictwo do zarządu i poprawka do testamentu. Jeśli podpiszę, Diego wygra wszystko.
– „Wolę poczekać na Diego” – mruknęłam.
– Gonzalo zacisnął zęby.
– Biznes.
Olivia Straciła cierpliwość.
„Podpisz już!”
W tym momencie drzwi nagle się otworzyły. Pojawił się Diego, dysząc i blady. Odkrył, że telefon był żartem.
„Co ty tu robisz?” warknął.
Wyrwał Olivii teczkę. Widziałam, jak płonie między nimi nienawiść. Jego rodzina już mu nie ufała. Pieniądze rozdzierały go od środka.
Kiedy zostali sami, Diego usiadł obok mnie i założył maskę.
„Wybacz mojej rodzinie. Za bardzo się martwią.
„Jesteś najlepszym mężem na świecie” – wyszeptałam.
Uśmiechnął się.
Jej telefon zawibrował. Wstała i podeszła do okna. Mówiła cicho, ale ukryty mikrofon pod poduszką wzmacniał każde słowo z mojego telefonu.
—Sofio, uspokój się. Nie możemy dziś wieczorem wziąć ostatniej dawki. Jutro musisz być trzeźwa, żeby podpisać w banku. Potem zrób to samo, co z Aną, ale z większą ostrożnością.
Całe moje ciało zesztywniało.
Powiedział „jak z Aną”.
Kiedy nagranie zostało opublikowane, wysłałem je Marii. Odpowiedziała:
Policja sądowa jest już skoordynowana. Jutro oddział banku w Polanco. Złapałem go na gorącym uczynku.
Tej nocy Sofia przyszła z moimi tabletkami. Widać jej sześciomiesięczny brzuszek.
pod białym fartuchem. Mówił do mnie słodkim, jadowitym tonem.
—Czas na twoje wieczorne lekarstwo, Doño Catalino.