Wzięłam tabletki, udawałam, że je połykam i trzymałam je pod językiem. Czekała, aż zobaczy, że piję wodę.
—Odpocznij trochę. Jutro będzie ważny dzień.
Kiedy wyszła, wyplułam je na gazik. Kolejny test.
O dziesiątej przyszedł Diego. Udawałam, że śpię. Zmierzył mi puls, zadowolony, i zadzwonił do Sofii.
„Jest potulna. Jutro w południe, kiedy wypłacą jej fundusze, podaj jej ostatnią dawkę. Tak, tak jak Ana. I zaopiekuj się Marią. Jeśli stanie nam na drodze, zrobimy jej to samo, co zrobiliśmy byłemu dyrektorowi medycznemu”.
Ugryzłam się w język, żeby nie zareagować.
Nie chodziło już tylko o mnie. Maria też była w niebezpieczeństwie. Ana nie żyła. Moi rodzice też mogliby być. Diego nie był chciwym mężem. Był zabójcą w białym fartuchu.
O świcie ubrali mnie w beżowy strój, który wybrał Diego. Posadzili mnie na wózku inwalidzkim. Pchnął wózek w stronę ciężarówki z ledwo skrywaną radością.
„Jeszcze jeden wysiłek, kochanie” – wyszeptał do mnie. „Potem już po wszystkim”.
„Tak, pomyślałam, patrząc przez okno na meksykańskie niebo”.
Dzisiaj to się skończy.
Oddział banku prywatnego w Polanco lśnił marmurem, szkłem i strażnikami. Kierownik o nazwisku Corrales powitał nas z nienaganną uprzejmością. Wiedziałam od Marii, że Corrales faktycznie współpracował z policją.
„Aby uwolnić aktywa tej wielkości” – powiedział – „potrzebujemy osobistego podpisu pani Cataliny i weryfikacji biometrycznej”.
Diego spiął się.
—Ma pełnomocnictwo.
„To za mało” – odparł Corrales. „Szef agencji musi to potwierdzić”.
Położyli przede mną dokumenty. Wziąłem długopis. Diego obserwował moją dłoń jak sęp obserwujący świeże mięso.
Udawałem więc zatrzymanie oddechu.
-Nie mogę…
Diego poprosił o prywatny pokój. Corrales się zgodził. Zaprowadził nas do małego biura i zamknął drzwi.
Gdy tylko zostaliśmy sami, Diego zdjął maskę.
—Dość tej teatralności, Catalina. Podpisz.
CZĘŚĆ 4
Spojrzałem na niego, jakbym się zgubił.
Promowane treści
ألم شديد في القرآ؟ Zrób to zaraz po przebudzeniu
Artroflex
Silny ból stawów? Zrób to zaraz po przebudzeniu
Artroflex
Wielu mężczyzn woli pełne… i dlatego
Herbeauty
—Mam trudności z oddychaniem.
Diego otworzył teczkę i wyjął ampułkostrzykawkę. Na jego twarzy nie było już bólu. Tylko pośpiech.
—Wtedy pomogę ci się obudzić.
Wstrzyknął mi płyn dożylnie, w ramię. Poczułam ciepło, mocne bicie w piersi, przyspieszony puls. Chciał, żebym była wystarczająco czujna, żeby podpisać, ale nie na tyle czujna, żeby się opierać. Nie wiedziałam, że policja podsłuchuje. Nie wiedziałam, że guzik na mojej bluzce ukrywa kolejny mikrofon. Nie wiedziałam, że ktoś włamuje się do prywatnego pokoju.
„Podpisz” — rozkazał.
Podniosłam długopis. Ręka mi się trzęsła, tym razem ze złości.
—Co to właściwie za papier, Diego?
—Odblokowanie konta. Mówiłam ci już.
Spojrzałam na niego ze łzami w oczach.
—Nie. To pełnomocnictwo generalne do zatrzymania pięćdziesięciu milionów moich rodziców.
Zmrużył oczy.
—Masz urojenia.
—Umrę dzisiaj, prawda? — wyszeptałam. — Przynajmniej powiedz mi prawdę, zanim będzie za późno.
Diego pozostał nieruchomy. Potem się uśmiechnął. Nie uśmiechem mojego męża. Uśmiechem mężczyzny, który w końcu uwierzył, że nie musi już udawać.
—Wow. W końcu coś rozumiesz.
Usiadł przede mną i cicho się zaśmiał.
—Tak, Catalino. Umrzesz dzisiaj. Sofia przygotowała dawkę, która sprawi, że dostaniesz idealnego zawału serca. Twoje serce ma już swoją historię. Nikt niczego nie będzie podejrzewał.
Zakryłam usta, udając przerażenie.
—Bo?
—Bo jesteś warta pięćdziesiąt milionów. Bo twoi rodzice mieli pecha, zostawiając cię przy życiu i w bogactwie. Bo przez siedem lat musiałem znosić twoje nudne rozmowy, twoje powieści, twoje rodzinne wspomnienia, twoje łzy. Wszystko dla tego dnia.
Ból był prawdziwy. Chociaż znałem już prawdę, usłyszenie jej z jej własnych ust złamało we mnie coś, czego nawet operacja nie mogła naprawić.
„A moi rodzice?” zapytałem. „Ty też?”