Kiedy budował wieżę z klocków, chciał mu wysłać zdjęcie. Kiedy dowiedział się o słowie „roślinożerca”, zażądał, aby Alejandro został poinformowany, bo „on prawdopodobnie nie wie”.
Alejandro zawsze odpowiadał. Czasami podając fakty o dinozaurach. Czasami poważnymi wiadomościami głosowymi:
„Powiedz panu Nico, że szanuję styl życia stegozaura”.
Nico po
Przeczytał wiadomość siedem razy.
Mariana uśmiechała się za każdym razem.
A potem poczuła strach.
Bo dzieci nie przywiązują się ostrożnie. Oddają się całkowicie. Ufają, zanim zapytają, czy ktoś zostanie. A Nico już stracił zbyt wiele.
Pewnej deszczowej nocy, gdy Nico spał na kanapie z jedną brakującą skarpetką i Donem Mordelonem pod brodą, Mariana i Alejandro zostali w małej kuchni z dwiema filiżankami herbaty.
„Boję się” – powiedziała nagle.
Alejandro spojrzał na nią.
„Mnie?”
Nienawidziła tego, że tak szybko zrozumiał.
„Niezupełnie.”
„To brzmi niebezpiecznie podobnie do niego.”
Mariana ledwo się uśmiechnęła, ale jej oczy zaszły łzami.
„Nico cię kocha.”
„Ja też go kocham.”
„W tym problem.”
Alejandro czekał.
„Moja siostra miała na imię Clara” – powiedziała. Była ode mnie pięć lat starsza. Dramatyczna, głośna, zawsze spóźniona. Śpiewała w supermarketach, żeby mnie zawstydzić.
„Brzmi cudownie”.
„Była”.
Deszcz uderzał w okno.
„Zachorowała, kiedy Nico miał dwa lata. Na początku rozmawialiśmy o leczeniu, nadziei, sile. Potem słowa się zmieniły. Hospicjum. Papierkowa robota. Opieka”.
Alejandro nie przerywał.
„Zanim umarła, zapytała mnie, czy Nico nigdy nie trafi do domu dziecka. Miałem 23 lata. Nie wiedziałem, co obiecuję. Wiedziałem tylko, że moja siostra musi umrzeć, wierząc, że jej syn będzie kochany. Więc obiecałem”.
„A ty dotrzymałeś obietnicy”.
„Staram się. Czasami płacę czynsz z opóźnieniem. Czasami zapominam, że w szkole był dzień piżamowy. Czasami jestem tak zmęczony, że wkładam płatki do lodówki, a mleko do spiżarni”.
„Brzmi to jak przetrwanie”.
„Staram się”. „Nie zawsze czuję, że da się to przeżyć”.
Alejandro położył dłoń na stole, nie ujmując jej dłoni. Po prostu zostawił ją obok, żeby Mariana mogła wybrać.
Po chwili wzięła ją.
W kuchni zapadła cisza.
Prawie doszło do pocałunku.
Prawie.
Wtedy z korytarza dobiegł cichy głosik:
„Potrzebuję awaryjnych płatków śniadaniowych”.
Rozstali się jak winni nastolatkowie.
Nico stał w piżamie w dinozaury, a jego materiałowy ogon ciągnął się za nim.
„Jaki nagły wypadek?” zapytał Alejandro bardzo poważnie.
„Głód”.
„Jeden z najpoważniejszych”.
Mariana spiorunowała go wzrokiem. Alejandro udawał niewiniątko.
Życie zawsze znajdowało sposób, żeby im przeszkodzić.
A potem pojawił się Monterrey.
Alejandro otrzymał ogromną ofertę: otwarcie nowego oddziału firmy w Monterrey na rok, może dłużej. To była szansa, którą budował przez całe dorosłe życie.
Nie powiedział Marianie od razu.
Myślał, że musi wszystko uporządkować. Uważał, że to rozsądne. Myślał, że będzie mógł wszystko wyjaśnić, kiedy podejmie decyzję.
Ale pewnej nocy, w mieszkaniu Mariany, odebrał telefon od inwestorów. Myślał, że Nico jest rozkojarzony.
„Rozumiem harmonogram Monterrey” – powiedział cicho. „Jeśli się zgodzę, będę musiał się przeprowadzić w pierwszym roku”.
Plastikowy dinozaur upadł na podłogę.
Nico wpatrywał się w niego.
„Wyjeżdżasz daleko”.
Alejandro powoli się rozłączył.
Mariana wyszła z pokoju z koszem na pranie.
„Co się stało?”
Nico nie spojrzał na nią. Po prostu przytulił Dona Mordelóna.
„Jak moja mama”.
Cisza coś przerwała.
Przez dwa tygodnie Alejandro próbował znaleźć słowa. Nie mógł. Mariana w końcu dowiedziała się z artykułu biznesowego w internecie:
MontesTech przygotowuje strategiczną ekspansję w Monterrey.
Zdjęcie Alejandro, uśmiechniętego i pewnego siebie, zraniło ją bardziej niż ta wiadomość.
Kiedy przybył tego wieczoru z jedzeniem, Mariana trzymała już w dłoni telefon komórkowy.
„Miałeś mi powiedzieć, prawda?”
Alejandro zbladł.
„Tak.”
„Kiedy?”
Zawahał się.
To wystarczyło.
„Nie szkodzi, że masz szansę” – powiedziała drżącym głosem. „Boli, że dowiedziałam się o tym jako obca osoba.”
„Nie chciałam cię skrzywdzić.”