„Przelejemy przelewy na twoje konto, nie będzie wiedziała, co ją spotkało. Odeszła z firmy, prawda?”
Roman podskoczył.
„Już po sprawie”.
Kontekst!
Camille zaśmiała się niemal niedostrzegalnie, bez radości.
„Dziewięć miesięcy kontekstu, Romain”.
Claire Basset otworzyła swoje akta.
„Uzyskaliśmy nakaz przeszukania dziś rano. Podwieszany sufit w garażu był dokładnie tam, gdzie wskazała pani Delmas”.
Maxime zakrył usta dłonią.
„Jaki podwieszany sufit?”
Roman spojrzał na nią tak wściekle, że nawet policjanci to zauważyli.
Prokurator kontynuował.
„Znaleźliśmy oryginalne umowy, gotówkę, dysk twardy, sfałszowane faktury, kilka dokumentów bankowych na nazwisko pani Delmas z podrobionymi podpisami, a także akta przygotowujące fałszywe oskarżenie przeciwko niej o znęcanie się nad dzieckiem”.
Camille poczuła ucisk w żołądku, nie ze zdziwienia, ale dlatego, że usłyszenie prawdy na głos nadawało każdej zdradzie realny ciężar.
Od miesięcy Romain nie zadowalał się tylko jej biciem i izolacją. Zaplanował coś gorszego: zrobić z niej niebezpieczną osobę, pozbawić ją Inès, zostawić ją ze wstydem nie do wymazania.
Zrobił nawet zdjęcia Inès po wypadku rowerowym, zapisując daty i trzymając je w teczce z napisem „dowód”.
Roman odwrócił się do Camille, zaciskając zęby.
„Przeszukałaś moje rzeczy”.
Delikatnie pokręciła głową.
„Nie. Znalazłem swoje”.
Zszedł dwa stopnie, groźnie.
„Myślisz, że wygrałaś? Jesteś nikim beze mnie. Nie potrafisz już nawet żyć sama”.
Camille poczuła, jak dawny strach dotyka jej karku niczym zimna dłoń. Przez chwilę przypominały jej się lata: posiłki, podczas których nie odzywała się, skonfiskowane karty bankowe, przeprosiny wysyłane do byłych kolegów, noce, kiedy sprawdzała, czy Inès jeszcze śpi.
Ale za nią, w korytarzu, rozległ się cichy głosik: