Usiadła przy stole, a Lidia Aleksandrowna nalała jej herbaty. Potem długo bawiła się cukierniczką, jakby chciała zyskać na czasie. Potem ostrożnie złożyła ręce na kolanach i spojrzała na nią uważnie.
„Alinoczka… Nie zaprosiłem cię tu po herbatę. Musimy poważnie porozmawiać”.
Alina poczuła, jak coś ją ściska w środku.
„Sprawy z Iliuszą są teraz… trudne, prawda?” – zaczęła cicho Lidia Arkadiewna. „To mój syn, widzę to. Biedactwo, bardzo się męczy”.
Alina mrugnęła.
— Co masz na myśli mówiąc, że się wysilał?
„Dwie prace, oczywiście. No i są jeszcze te dorywcze prace. Mówił mi”. W głosie Lidiji Arkadiewny słychać było współczujące przeciąganie. „Oczywiście, że bardzo się stara, ale jak ma nadążyć, skoro… no cóż… że tak powiem, żyje się na wysokim poziomie?”
Alina lekko odsunęła kubek od siebie, jakby herbata nagle stała się zbyt gorąca.
– Przepraszam, nie rozumiem do końca.
„Rozumiesz wszystko” – westchnęła teściowa. „Salony, ubrania… Jestem kobietą, wszystko rozumiem, sama tego chcę. Ale kiedy mężczyzna musi się spieszyć z tego powodu…”
„Jakie salony?” – zapytała cicho Alina. Siedziała prosto, jakby to miało ją uchronić przed upadkiem. „Byłam u fryzjera pół roku temu, na regularnym strzyżeniu”.
„No cóż…” Lidia Arkadiewna zawahała się przez chwilę, ale w końcu odzyskała równowagę. „Może nie tylko o to chodzi. Może nie chodzi o salony. Ale Iliusza mówi, że trudno mu cię utrzymać. Pracujesz, oczywiście, ale… Marketing – to nie jest poważne. Tak powiedział”.
Słowo „ciągnąć” brzmiało dziwnie w powietrzu, jakby wypowiedziane zostało z innego świata.
Alina spojrzała na schludny dywan, stary stolik kawowy, stos gazet przewiązanych sznurkiem. Kwoty przelewów na jej telefonie powoli, ale wyraźnie przelatywały jej przez myśl: „Mamo”, „Mamo”, „Mamo”.
„Powiedział, że mnie ciągnie?” zapytała cicho.
„Alinoczko, nie traktuj tego tak poważnie” – teściowa pospiesznie złagodniała. „Mężczyznom trudno rozmawiać o takich rzeczach. On jest miły i delikatny. Sama widzę, jak bardzo się stara. Czasami kobieta musi odpuścić… No cóż… dać mężczyźnie szansę, żeby pomyślał o przyszłości”.
— Jaka przyszłość?
„O czymś, co ułatwiłoby życie wszystkim. Jesteś młody, masz przed sobą całe życie. Ilja też. Może potrzebujecie… przerwy od siebie.”
Rozmowa trwała jakiś czas, a słowa krążyły wokół tej samej myśli: Alina jest ciężarem, Ilja jest ofiarą, którą „zmiażdżyła swoimi potrzebami”.
Wychodząc, spieszyła się tak bardzo, że zapomniała szarego szalika na krześle. Lidia Arkadiewna zawołała ją, ale Alina zamknęła już drzwi, nawet się nie odwracając.
***