Wierzyłyśmy, że jesteśmy córkami, które matka może zostawić. To się już raz zdarzyło i bałyśmy się, że to się powtórzy.
Nie miałyśmy pojęcia, że wszystko, co myślałyśmy, że wiemy o zaginięciu naszej matki, było kłamstwem.
To był strach, który nas ukształtował.
Podróż do domu Jean była inna niż w Dzień Matki.
Lily napisała mi rano: „Nie dam rady. Próbowałam, ale mam podwójną zmianę. Proszę, powiedz Jean, że bardzo ją kocham i że jak najszybciej jej to wynagrodzę. 😣”
„Zastąpię cię 🫂” – odpisałam. „Nie martw się! Wezmę od nas obu duży bukiet kwiatów”.
Po drodze kupiłam lilie kalifornijskie, ulubione kwiaty Jean. Kosztowały 30 dolarów, których tak naprawdę nie miałam, ale Jean została – to o czymś świadczyło. Poza tym musiało być na tyle imponujące, żeby Lily nie wpadła w kłopoty.
Podróż do domu Jean była inna niż w Dzień Matki.
Drzwi wejściowe były otwarte, kiedy dotarłam na miejsce.
O mało nie krzyknęłam, ale potem usłyszałam, jak mówi do mnie z kuchni tym radosnym tonem, którego używała tylko wtedy, gdy myślała, że nikt nie słucha.
Zatrzymałam się na korytarzu, bo nie chciałam przeszkadzać.
Wtedy usłyszałam swoje imię. Zajrzałam do kuchni i zobaczyłam, jak rozmawia przez telefon, odwrócona do mnie plecami.
„…tylko Anna. Ta druga wysłała mi chytrze szepczącą wiadomość, że nie może przyjść”. Zaśmiała się. „Dobrze je wyszkoliłam, mówię ci. Tak bardzo chcą mi dogodzić, że podpaliłyby się, żeby mnie ogrzać”.
Słyszałam, jak mówi w kuchni.
Pauza. Wystarczająco długa, żebym powstrzymała się od krzyku. Potem znowu śmiech.
„O Boże” – jęknęła. „Wciąż nie mogę uwierzyć, że ani razu przez 15 lat te dwie idiotki niczego nie podejrzewały. Ciągle myślę sobie: jak oni są tacy naiwni? A ja nabrałam też ich żałosną mamę. Ona nie ma pojęcia, że…”
Nagle się zatrzymała i rozejrzała po pokoju. Szybko schowałam się z powrotem na korytarz.
„…że krzyczy w pustkę od 15 lat” – dokończyła Jean. „Upewniłem się, że żaden z nich nawet nie
Ach te listy.”
Listy? Nasza matka wysyłała nam listy?
Ani razu przez 15 lat te dwie idiotki niczego nie podejrzewały.
„Po prostu musiała być trudna” – westchnęła Jean. „Łatwo było ją przekonać, że Richard planuje zostawić ją bezdomną i pozbawić praw rodzicielskich w wyniku rozwodu. Richard wspomniał kiedyś w pracy, że ma depresję, a ja powiedziałam jej, że planuje ją zamknąć w zakładzie”.
Zakryłam usta dłonią. Czy to oznaczało to, co myślałam? Czy Jean zaaranżowała zniknięcie mojej mamy?
„Te SMS-y, które pomogłaś mi sfabrykować, były bardzo przekonujące. Uciekła, tak jak wiedziałam, że to zrobi, ale listy zaczęły się rok później”.
Miałam ochotę zwymiotować.
Ale co ważniejsze, musiałam znaleźć te listy!
Czy Jean zaaranżowała zniknięcie mojej mamy?
„Kochanie, muszę iść” – powiedziała nagle Jean. „Tak, Dzień Matki z moją oddaną córką. Módl się za mnie.”
Spojrzałam na kwiaty w dłoni. Potem spojrzałam w górę na drzwi do kuchni, gdzie cień Jean przesuwał się po podłodze, nucąc pod nosem.
I zdałam sobie sprawę, bardzo spokojnie, że dziś nie będzie Dnia Matki, jakiego się spodziewała.
Nogi prawie się pode mną ugięły, ale zmusiłam się, żeby się ruszyć.
Dzisiaj nie będzie Dnia Matki, jakiego się spodziewała.
Wkroczyłam do kuchni z najjaśniejszym uśmiechem, jaki potrafiłam udawać.
„Szczęśliwego Dnia Matki, Jean!”
Odwróciła się zaskoczona. Na pół sekundy jej twarz zamigotała, a potem znów rozgościła się w ciepłym blasku.
„Och, kochanie! Nie słyszałam, jak wchodziłaś.”
„Drzwi były otwarte. Przyniosłam twoje ulubione. Od Lily i ode mnie.”
Wzięła ode mnie bukiet.
„Gdzie jest Lily? Powinna tu być.”
Wkroczyłam do kuchni.