Uniosłem rękę, uciszając go w pół zdania.
„Panie Vance” – powiedziałem, używając jego formalnego tytułu jak broni. „Przejrzałem pańskie finanse. Pańska logistyka łańcucha dostaw jest przestarzała o dekadę. Proponowane przez pana ramy czasowe są nierealne, biorąc pod uwagę pańskie obecne…
Braki w zaopatrzeniu. Twoje koszty ogólne są ogromne, a zgodność z przepisami bezpieczeństwa w dwóch ostatnich projektach jest całkowicie nie do przyjęcia dla nieruchomości Hartwell.
Zamknąłem teczkę i przesunąłem ją z powrotem po długim stole.
„Szukamy nowoczesnych, wydajnych i rzetelnych partnerów” – podsumowałem, patrząc prosto w oczy mężczyzny, który kiedyś próbował mnie zagłodzić do uległości. „Twoja firma nie spełnia naszych standardów. Twoja oferta została odrzucona”.
Mój ojciec stał tam, kompletnie rozbity. Nie pobiła go mściwa córka, która na niego krzyczała. Pobiła go niezwykle kompetentna dyrektorka, która nawet nie postrzegała go już jako zagrożenia. Pobiła go ta sama dziewczyna, którą próbował zniszczyć.
„Maya, proszę” – wyszeptał mój ojciec, a jego arogancja w końcu została całkowicie przełamana. „Potrzebujemy tego kontraktu. Firma… upadamy”.
Spojrzałem na niego, przypominając sobie noc, kiedy czerwone wino przesiąkło mi koszulę. Przypomniałem sobie, jak powiedział: „Może trudności nauczą cię tego, czego nie nauczyła cię dobroć”.