„Ale… powiedziałeś mi, że po prostu… że tu pracujesz…”
Claire uśmiechnęła się jak mała dziewczynka i skrywała miłą niespodziankę.
„Chciałam, żebyś to zobaczył… a nie sobie wyobraził”.
Za nami z głośnika dobiegł głos:
„Zespół gotowy. Doktorze Moreau, oczekujemy pana na sali operacyjnej”.
Nie puściła mnie.
jej dłonie.
„Mamo… wszystko, czym jestem, zaczęło się od ciebie, tam na zewnątrz, od twoich termosów, od zimna, od twoich porannych pobudek”.
Pokręciłam głową, niezdolna przyjąć naraz tyle miłości.
„Nie mów tak…”
„Tak, jestem” – odpowiedziała stanowczo. „Bo dzisiaj… to miejsce jest też trochę twoje”.
Pocałowała mnie w czoło.
Potem, zanim wróciła na salę operacyjną, powiedziała trochę głośniej, jakby potrzebowała, żeby inni ją usłyszeli:
„To moja matka”.
Kilka osób się odwróciło.
Inni skinęli głowami z szacunkiem.