„Wmówiłeś mojej żonie, że nie żyję” – powiedziałem cicho. „Ukradłeś pieniądze, które wysyłałem co miesiąc. Zbudowałeś ten dom moją pracą. Nosiłeś moje ubrania, jeździłeś moimi samochodami, urządzałeś imprezy za moje pieniądze”.
Wskazałem na Elise.
„A przez cały czas jadła z mojego syna ze śmietników”.
Goście odwrócili się w stronę Elise.
Niektórzy spuścili wzrok.
Inni cofnęli się, jakby sama ich obecność w tym domu nagle stała się powodem wstydu.
Julien
Uklękła.
„Adrien, jestem twoim bratem…”
Zaśmiałem się.
Smutnym śmiechem.
„Mój brat? Nie. Mój brat zmarł w dniu, w którym patrzyłeś, jak mój syn głoduje i piłeś szampana”.
Céline podeszła, płacząc.
„Nie chcieliśmy, żeby to zaszło tak daleko. Na początku chodziło tylko o zarządzanie pieniędzmi. Potem były wydatki, pożyczki, dom, samochody… Mieliśmy wszystko uporządkować, zanim wrócisz…”
„Zanim wrócę?” powtórzyłem. „Pogrzebałeś mnie żywcem”.
Osunęła się.
„Przepraszam…”
Spojrzałem na nią bez litości.
„Nie prosi się o wybaczenie z biżuterią mojej żony na szyi”.
Céline sięgnęła po łańcuszek.
Jej palce drżały.
„Zdejmij go”.
Nie ruszyła się.
Zrobiłem krok naprzód.
„Teraz”.
Zdjęła łańcuszek i położyła go na stole.