Potem pierścionki.
Potem bransoletki.
Wszystko, co nie było jej.
Wyjąłem telefon.
Julien natychmiast zrozumiał.
„Nie, Adrien, błagam cię. Nie na policję. Nie przy wszystkich”.
Spojrzałem mu prosto w oczy.
„Upokorzyłeś moją żonę przy wszystkich. Zagłodziłeś mojego syna w ukryciu. Więc tak, to będzie przy wszystkich”.
Zadzwoniłem na policję.
Potem na mojego prawnika.
Tego, który przygotował dokumenty przed moim wyjściem.
„Panie Delmas? Tu Adrien Moreau. Jestem w domu. Potrzebuję pana natychmiast”. Oszustwo, nadużycie zaufania, przemoc, zatajenie dokumentów, znęcanie się nad dziećmi. Tak. W domu w Aix. Przyjdź ze wszystkim, czego potrzebujesz.
Julien drżał.
„Nie możesz mi tego zrobić…”
Pochyliłem się w jego stronę.
„Nic ci nie robię. Po prostu oddaję prawdę tym, którym ją ukradłeś”.
Sprawiedliwość prawdziwego pana domu.
Policja przyjechała niecałe dwadzieścia minut później.
W międzyczasie nikt nie odważył się wyjść.
Goście stali wpatrzeni w ściany, milczący, zawstydzeni, niektórzy szeptali, że nic nie wiedzą, że myślą, że Julien odziedziczył, że Céline zawsze im mówiła, że Élise to nieco niestabilna pracownica, którą przygarnęła z dobroczynności.
Dobroczynność.
To słowo sprawiło, że chciało mi się wymiotować.