„Myślałam, że nigdy nie wrócisz.”
Wzięłam ją za rękę.
„Myślałam, że jesteś bezpieczny.”
Zamknęła oczy.
„Czekałam na twój głos każdego dnia, Adrien. Nawet kiedy mówili mi, że nie żyjesz, część mnie nie chciała w to uwierzyć. Myślałam, że jeśli przeżyję kolejny dzień, może przejdziesz przez drzwi.”
Nie mogłem odpowiedzieć.
Wstałem więc, wziąłem ją w ramiona i przytuliłem mocno, jakbym jednym uściskiem mógł odkupić trzy lata.
Tej nocy Elise i Lucas spali w dużym łóżku.
Ja siedziałem w fotelu przy oknie.
Obserwowałem, jak śpią.
Lucas trzymał dłoń na policzku matki.
Elise w końcu oddychała bez drżenia.
Na zewnątrz światła ogrodowe oświetlały mokre drzewa oliwne.
W willi panowała cisza.
Ale ta cisza w niczym nie przypominała ciszy na końcu ogrodu.
To już nie była cisza strachu.