— Jakie dokumenty? — powtórzyłam.
Paweł prychnął do telefonu.
— Pani dobrze wie. Niech pani nie udaje starszej, zagubionej kobiety, bo to na mnie nie działa.
Siedziałam przy stole u Danuty. Przede mną leżała historia rachunku, podkreślona czerwonym długopisem. Danuta stała obok z rękami opartymi na biodrach. Gdy usłyszała ton Pawła, wyciągnęła dłoń po telefon.
Przełączyłam na głośnik.
— Pawle — powiedziałam spokojnie — od tej chwili nie będziesz mówił do mnie jak do dziecka.
— To proszę się nie zachowywać jak dziecko. Wyszła pani z domu bez słowa, zablokowała kartę, narobiła problemów. Wie pani, jakie mamy teraz zaległości?
— Wasze zaległości nie są moją emeryturą.
Przez sekundę milczał.
— Rodzina tak nie robi.
Danuta zaśmiała się cicho, bez radości.
— Rodzina nie kradnie karty emerytce — powiedziała głośno.
— Kto tam jest? — warknął Paweł.
— Świadek — odpowiedziałam.
Rozłączyłam się.
Tego samego dnia poszłam do prawniczki, mecenas Ewy Borkowskiej, którą poleciła mi Danuta. Mała kancelaria mieściła się na pierwszym piętrze starej kamienicy. W poczekalni pachniało kawą i papierem. Usiadłam na krześle z walizką przy nodze i poczułam wstyd.
Mecenas Borkowska zauważyła to od razu.
— Pani Heleno, proszę się nie wstydzić. Ludzie, którzy wykorzystują zaufanie bliskich, liczą właśnie na wstyd ofiary.
Położyłam przed nią wydruki z banku.
Czytała długo. Bez komentarza. Tylko co kilka stron robiła zdjęcie albo zakreślała kwotę.
— Czy córka miała pani pisemną zgodę na wydawanie pieniędzy?
— Dałam jej kartę. Ufałam jej.
— A pełnomocnictwo do mieszkania?
— Nigdy.
Mecenas sięgnęła po telefon.
— Sprawdzimy księgę wieczystą.
Wystukała numer. Na ekranie pojawiły się dane mojego mieszkania na Szwederowie.
Właściciel: Helena Szymczak.
Odetchnęłam.
— Mieszkanie nadal jest pani — powiedziała. — Ale widzę wzmiankę o złożonym wniosku.
— Jakim wniosku?
Mecenas zmrużyła oczy.
— Dotyczącym wpisu roszczenia z umowy przedwstępnej sprzedaży.
Nie zrozumiałam od razu.
— Sprzedaży?
— Ktoś próbuje sprzedać pani mieszkanie albo przynajmniej zabezpieczyć taką transakcję.
Poczułam, jak krzesło znika pode mną.
— Ale ja niczego nie podpisywałam.
— Właśnie dlatego musimy działać szybko.
Kancelaria wysłała natychmiastowe pismo do sądu wieczystoksięgowego, banku i notariusza, którego nazwisko pojawiło się we wzmiance. Złożyłyśmy też zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa: przywłaszczenie środków, działanie na szkodę osoby starszej, podejrzenie fałszerstwa dokumentów.
Następnego dnia do kancelarii przyszła kopia umowy przedwstępnej.
Mecenas położyła ją przede mną.
Na ostatniej stronie widniał podpis:
Helena Szymczak.
Ładny. Równy. Zbyt równy.
Mój podpis od lat był bardziej pochylony, z mocnym H i urwanym ogonkiem przy nazwisku. Ten wyglądał jak próba uczennicy, która ćwiczy cudze pismo w zeszycie.
— To nie mój podpis — powiedziałam.
Mecenas skinęła głową.