Larisa spotkała jego wzrok i po raz pierwszy dostrzegła za jego stalowym opanowaniem niezłomne braterstwo, ból straty i bezgraniczną miłość do przyjaciela. Cisza wokół nich pogłębiła się jeszcze bardziej. Grigorij powoli uniósł drżącą rękę i zasalutował.
Sołomija schowała telefon, płacząc, a Mykoła podszedł bliżej, mówiąc cicho:
„No dalej, dowódco. Rób, co ci każe sumienie”.
Promień porannego słońca w końcu przebił się przez mgłę i oświetlił niebiesko-żółtą flagę. Zanim Larisa zdążyła cokolwiek powiedzieć, czarny SUV zatrzymał się obok niej z piskiem hamulców. Pułkownik Dmytro Charczenko, oficer bojowy i dowódca Jarosława i Romana, wysiadł z samochodu.
Podszedł bliżej, pewnym krokiem stąpając po asfalcie:
— Poruczniku Bojko, ta procesja podlega mojej osobistej dowództwu i jurysdykcji wojskowej. Będzie kontynuowana do Alei Bohaterów, zgodnie z planem.
Larisa wyprostowała się, na jej policzkach pojawił się rumieniec:
— Pułkowniku, mam rozkaz od dowództwa, żeby oczyścić drogę…
Charczenko uniósł rękę, zatrzymując ją, surowym, ale wyrozumiałym wzrokiem:
— Szanuję pańską służbę, oficerze. Ale teraz chodzi o wyższy obowiązek: starszy szeregowy Prokopenko oddał życie za nas wszystkich, a jego ostatnia podróż do domu nie zostanie zmieniona dla odciążenia ruchu.
Zwrócił się do Jarosława, a jego spojrzenie rozgorzało:
— Sierżancie Gonczar, robicie wszystko dobrze. Proszę trzymać się go i iść dalej.
Jarosław skinął głową z serdeczną wdzięcznością:
— Słucham, pułkowniku.
Larisa cofnęła się o krok, rozluźniając ramiona i spojrzała na ludzi, którzy utworzyli teraz ożywiony korytarz honorowy.
— Przepraszam — wyszeptała tak cicho, że usłyszeli ją tylko ci, którzy stali najbliżej. — Po prostu… nie zrozumiałam od razu. Proszę bardzo, sierżancie.
Jarosław spotkał się z jej wzrokiem i skinął lekko głową:
— Dziękuję, oficerze.
Kondukt żałobny ruszył, a tłum rozstąpił się w głębokiej ciszy. Gdy karawan przejeżdżał, flaga na nim zdawała się jarzyć jaskrawymi kolorami na tle porannego nieba. Tarasik przycisnął się do szyby samochodu i wyszeptał: „Leć wysoko, Romo”.
Droga do Kijowa była przejezdna, a mgła w końcu rozwiała się w jesiennym słońcu. Jarosław siedział w samochodzie obok trumny i myślał: „Jesteś w domu, bracie. Z wszelkimi honorami. Wracasz do domu jako Bohater”.
Na cmentarzu w Berkowcu, przed wejściem do Alei Bohaterów, kondukt zatrzymał się, a wysokie, kute żelazne bramy otworzyły się. Żołnierze Gwardii Honorowej Sił Zbrojnych Ukrainy zajęli pozycje precyzyjnymi ruchami, pełnymi powściągliwego smutku. Jarosław szedł naprzód pewnym krokiem, a trumnę niesiono z najwyższą ostrożnością.
Maria i Tarasyk podążali za nimi, trzymając się blisko siebie. Kiedy kondukt zatrzymał się w pobliżu miejsca pochówku, chłopiec nieśmiało podszedł i ostrożnie położył plastikowy model „Mriji” bezpośrednio na wieku trumny.
„Leć wysoko, Romo” – powiedział głośno i wyraźnie w absolutnej ciszy cmentarza.
Wzrok Marii spotkał się z wzrokiem Jarosława i powiedziała cicho, ale stanowczo:
„Dziękuję, Jarosławie”. Dotrzymałeś słowa i przyprowadziłeś go do domu, tak jak powinien.
Jarosław poczuł ciężką gulę w gardle, ale zmusił się, by ją powstrzymać:
— Za Romę, pani Mario. Za niego… i za ciebie i Tarasyka.
Kiedy trumna zaczęła być opuszczana, trzy salwy salw wojskowych przerwały ciszę. Orkiestra wojskowa zagrała hymn narodowy Ukrainy, a jego majestatyczne dźwięki poruszyły serca wszystkich nieznajomych w tłumie, którzy skłonili głowy w geście ostatecznego szacunku.
Larisa obserwowała tę scenę z daleka, opierając się o drzwi radiowozu. Postanowiła, że jutro na pewno zadzwoni do brata Saszy, pojedzie go odwiedzić i po prostu będzie go słuchać tak długo, jak będzie trzeba. Patrząc, jak flaga narodowa jest ostrożnie przekazywana matce, poczuła, że coś się w niej zmieniło na zawsze.
Tego samego wieczoru Jarosław pełnił wartę honorową przy Murze Pamięci w pobliżu monasteru św. Michała Archanioła o Złotych Kopułach. Księżyc rzucał srebrzyste światło na tysiące fotografii, a Jarosław perfekcyjnie wykonał swój krok formacyjny. Każdy jego ruch tej nocy był dedykowany Romom i wszystkim żołnierzom, przypominając im, że honor, poświęcenie i prawdziwe braterstwo są wieczne.