Gdy zimne, ciężkie stalowe kajdanki zacisnęły się mocno na nadgarstkach Silasa, jego twarz została brutalnie wbita w dywan, na którym właśnie krwawił. Łapał powietrze, zdezorientowany, przerażony i całkowicie pokonany.
Funkcjonariusz brutalnie podniósł go na nogi, wyciągając z gabinetu do jasno oświetlonego holu.
Gdy brutalny włamywacz szedł jak żaba w kierunku drzwi wejściowych, Silas podniósł wzrok.
W otwartych drzwiach, otoczony przez ciężko uzbrojonych policjantów, którzy patrzyli na niego z głębokim szacunkiem, stał malutki, zakurzony, siedmioletni chłopiec z zielonym wskaźnikiem laserowym.
Silas zamarł, a krew całkowicie odpłynęła z jego poszarzałej twarzy. Przerażająca świadomość uderzyła go z całą siłą. „Zero”, z którego kpił, dziecko, które lekceważył jako żałosnego, moczącego się w łóżku tchórza, nie tylko uciekło. Systematycznie i genialnie zaplanowało swoją całkowitą zagładę.
„Mysz” właśnie zręcznie zatrzasnęła stalową pułapkę prosto na szyi lwa.
Rozdział 5: Odbudowana twierdza
Sześć miesięcy później kontrast między dwiema rozbieżnymi ścieżkami naszego życia był absolutny, oszałamiający i niezaprzeczalnie poetycki.
W surowej, oświetlonej jarzeniówkami sali sądowej w centrum Seattle, Silas siedział przy stole obrońców. Przerażający, brutalny drapieżnik, który pachniał deszczem i smarem, całkowicie zniknął. Pozbawiony ciemnego sprzętu taktycznego i ciężkiej broni, miał na sobie bezkształtny, jaskrawopomarańczowy kombinezon więzienny. Wyglądał na wychudzonego, pokonanego i głęboko żałosnego.