Przeczytałem ponownie wynik z laboratorium, mimo że znałem już na pamięć każde słowo. Daniel Mercer: wrodzona azoospermia. Bezpłodność od urodzenia. Nieobniżona płodność. Niezaburzona płodność. Niemożliwa płodność.
Za nim, przypięty spinaczem, leżał drugi wynik.
Alistair Mercer: 99,99% prawdopodobieństwa ojcostwa.
Młodszy brat Daniela.
Cichy śmiech wyrwał mi się z gardła, ledwie głośniejszy niż deszcz za oknem.
Przez cały rok Camille afiszowała się ze swoim zwycięstwem w internecie. Jej dłoń spoczywała zaborczo na piersi Daniela. Jej pierścionek z diamentem lśnił nad moim starym stołem w jadalni. Jej podpisy ociekały samozadowoleniem i okrucieństwem: Niektóre kobiety przegrywają, bo nigdy nie były skazane na zachowanie tego, co miały.
Chciała, żeby publiczność widziała moje upokorzenie.
Dobrze.
Wziąłem telefon i zadzwoniłem do mojego prawnika.
„Naomi?” – odpowiedziała natychmiast Evelyn. „Powiedz, że nie patrzysz sama na to zaproszenie”.
„Wpatruję się w dowody” – odparłam spokojnie.
Nastąpiła krótka pauza. Potem jej ton stał się ostrzejszy. „Dobrze”.
„Potrzebuję uwierzytelnionych kopii wszystkiego. Akt płodności, raportów o ojcostwie, audytu finansowego”.
„Są już przygotowane”.
„A dom?”
„Nadal chroniony twoją klauzulą ugody. Jeśli Daniel dopuścił się oszustwa podczas rozwodu, możemy wznowić sprawę”.
Spojrzałam na zaproszenie na baby shower i lekko się uśmiechnęłam.
Camille pomyślała, że jestem zrozpaczoną, bezpłodną byłą żoną, która wraca, by zobaczyć, jak jej skradziona bajka rozkwita.
Zapomniała tylko o tym: