Zanim Daniel się ze mną ożenił, zanim Camille dowiedziała się, jak kosztowna może być zdrada, zbudowałam kancelarię prawną odpowiedzialną za kontrakty Mercer Holdings.
Dokładnie wiedziałam, gdzie pochowano każdego z nas.
A teraz jeden z nich rósł w brzuchu Camille.
„Będę tam” – wyszeptałam cicho.
Potem zamówiłam prezent…
CZĘŚĆ 2
Przyjęcie z okazji narodzin dziecka odbyło się w posiadłości Mercerów, ponieważ Camille porzuciła subtelność w chwili, gdy odkryła odziedziczony majątek. Białe róże zdobiły podjazd. Jasnoniebieskie balony wisiały nad marmurowymi schodami. Skrzypek stał przy fontannie, grając coś delikatnego, co podejrzanie przypominało hymn pogrzebowy.
Przyszłam ubrana na czarno.
Camille zauważyła mnie przed wszystkimi innymi.
Jej uśmiech poszerzył się gwałtownie, niczym ostrze.
„Naomi” – zaśpiewała słodko, przechodząc przez salę balową, z jedną ręką dramatycznie spoczywającą na brzuchu. „Naprawdę przyszłaś”.
„Mówiłam ci, że przyjdę”.
Daniel stał obok niej w bladym lnianym garniturze, dumnie rozkładając dłoń na jej brzuchu. Wyglądał na eleganckiego, zadowolonego z siebie i boleśnie głupiego – jak mężczyzna, który myli milczenie z poddaniem się.
„Wyglądasz dobrze” – powiedział ostrożnie.
„Wyglądasz na płodną” – odpowiedziałam.
Jego uśmiech lekko drgnął.
Camille zaśmiała się zbyt głośno. „Wciąż zgorzkniała? Och, kochanie, nie bądź. Życie daje różnym kobietom różne błogosławieństwa”.
Otaczający nas goście udawali, że nie słuchają. Rodzice Daniela siedzieli przy kominku, jego matka lśniła diamentami, a jego ojciec obserwował mnie uważnie, jak człowiek, który dokładnie pamięta, ile wiem.