CZĘŚĆ 2
Konto firmowe Parker Construction Materials również zostało zablokowane.
Nie częściowo.
Nie w celu przeprowadzenia drobnej kontroli.
Zablokowane całkowicie.
Na ekranie telefonu pojawiło się oficjalne powiadomienie:
„Konto objęte dochodzeniem administracyjnym. Tymczasowe ograniczenie działalności. Powód: domniemane nieprawidłowości w działalności, uchylanie się od zobowiązań umownych i niewłaściwe wykorzystanie zadeklarowanych środków”.
Daniel stał nieruchomo przy oknie w korytarzu.
Za nim, w salonie, jego rodzina wciąż czekała na jego powrót z uśmiechem i rozwiązanie drobnego „nieporozumienia”.
Ale to już nie było nieporozumienie.
To była katastrofa.
Katastrofa, która spotkała go dokładnie trzy minuty po podpisaniu dokumentów rozwodowych.
Daniel otworzył kolejną aplikację, potem kolejną i kolejną. Sprawdził karty, konta dodatkowe, linie kredytowe, fundusze inwestycyjne.
Wszystkie miały to samo powiadomienie:
Zawieszone.
Zamrożone.
W trakcie kontroli.
Oddech stał się ciężki.
Nagle odebrał telefon.
To był jego księgowy, Vincent.
Daniel natychmiast odebrał.
„Co się dzieje z księgowością firmy?”
Po drugiej stronie linii Vincent mówił tak cicho, że zdawał się ukrywać.
„Panie Parker… Właśnie miałem do pana dzwonić. Urzędnicy z Komisji Nadzoru Rynku właśnie przyjechali do biura”.
Daniel poczuł ukłucie w piersi.
„Jacy urzędnicy?”
„Przynieśli dokumenty. Sprawdzają umowy, faktury, zeznania podatkowe i przelewy z ostatnich trzech lat”.
„Trzech lat?” powtórzył Daniel z suchością w ustach.
„Tak. Zwłaszcza projekty podpisane z Northline Development, Avery Group i Stonebridge Properties”.
Daniel zamarł.
To były trzy najważniejsze kontrakty, jakie Parker Construction Materials podpisał od czasu ślubu z Emmą.
Od lat chwalił się, że te projekty zawdzięczał swojej „smykałce do interesów”.
Podczas kolacji, spotkań i lokalnych wywiadów powtarzał, że zbudował firmę dzięki własnemu talentowi.
Ale w głębi duszy znał prawdę.
Przed ślubem z Emmą Parker Construction Materials była małą, zadłużoną firmą, na skraju utraty dostawców. Dopiero po ślubie, niemal cudem, zaczęły pojawiać się okazje.
Jeden duży kontrakt.
A potem kolejny.
A potem szereg klientów, którzy wcześniej nawet nie odbierali jego telefonów.
Daniel zawsze podejrzewał, że Emma po cichu pociągała za jakieś sznurki w relacjach z rodziną.
A jednak wciąż miał jej to za złe.
Bo dla niego to nigdy nie było wystarczające.
„Co znalazłeś?” zapytał Daniel.
Vincent przełknął ślinę.
„Problem polega na tym, że kilka umów zawierało klauzule o pośrednich gwarancjach osobistych. Gdyby połączenie z gwarantem zniknęło, linie kredytowe mogłyby zostać zawieszone”.
Daniel z początku nie rozumiał.
„Jaki gwarant?”
Vincent milczał.
Ta cisza była gorsza niż jakakolwiek odpowiedź.
„Mów” – rozkazał Daniel.
„Panie Parker… Pani Emma nie podpisała się tylko jako osoba kontaktowa. Według oryginalnych dokumentów, kilka banków i partnerów zatwierdziło transakcje, ponieważ była wymieniona jako gwarant reputacji i warunkowy beneficjent gwarancji”.
Daniel ścisnął telefon tak mocno, że aż zbielały mu kostki palców.
„To niemożliwe. Emma nie miała pieniędzy”.
Vincent odpowiedział ostrożnie:
„Panie Parker, z całym szacunkiem… Nie sądzę, żeby kiedykolwiek wiedział pan, kim była pani Emma”.
Daniel otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
W tym momencie otworzyły się drzwi do prywatnego pokoju.
Olivia zajrzała do środka.
„Danielu, co się dzieje? Wszyscy czekają. Kierownik był tu już dwa razy”.
Daniel schował telefon do kieszeni, spróbował wygładzić poplamioną winem koszulę i wrócił do pokoju.
Ale gdy tylko przekroczyła próg, poczuła, że wszyscy na nią patrzą.
Goście nie uśmiechali się już tak samo.
Kierownik restauracji stał przy głównym stole, nienagannie uprzejmy, a w jego oczach malowała się wyraźna presja.
„Panie Parker” – powiedział – „przepraszamy za niedogodności, ale musimy potwierdzić metodę płatności”.
Margarita natychmiast wstała.
„Co to znaczy? Mój syn jest klientem VIP. Myśli pan, że nie może zapłacić?”
Kierownik lekko skinął głową.
„Nie powiedzieliśmy tego, proszę pani. Musimy tylko sfinalizować rachunek”.
Daniel poczuł, jak słowo „rachunek” ukłuło go jak igła.
840 000 juanów.
W tym momencie miał 372,15 juanów.
I zablokowaną firmę.
Olivia, wciąż nie rozumiejąc powagi sytuacji, wyjęła swoją kartę.
„Użyj mojej. Daniel przeniesie mnie później”.
Kelner wziął ją.
Po pięciu minutach wrócił.
„Przepraszamy. Brak środków”.
Z pobliskiego stolika dobiegł stłumiony śmiech.
Olivia zarumieniła się.
„To niemożliwe! To musi być jakaś pomyłka”.
Wściekła Margaret otworzyła torebkę i wyciągnęła dwie kolejne karty.
„Spróbuj tych”.
Ich również odmówiono.
Jedna za przekroczenie limitu.
Druga za brak środków.
Pomieszczenie, które godzinę wcześniej było pełne toastów i szyderstw przeciwko…
Emma zamieniła się w scenę wstydu.
Członkowie rodziny zaczęli szemrać.
„Czyż nie mówili, że Daniel jest milionerem?”
„Trzydzieści stolików, a nie stać ich na zapłatę…”
„Po co się tak popisywać?”
„Biedna Emma. Wyobraź sobie, że urządzasz przyjęcie z okazji rozwodu…”
Daniel słuchał każdego komentarza, jakby pluto mu w twarz.
Po czym jego telefon znowu zawibrował.
To był nieznany numer.
Odebrał gniewnie.
„Kto mówi?”
„Panie Danielu Parker” – powiedział męski głos – „dzwonimy w imieniu Działu Prawnego Northline Development. W związku ze zmianą warunków gwarancji i wszczęciem dochodzenia administracyjnego przeciwko Parker Construction Materials, informujemy pana o przedterminowym rozwiązaniu naszej umowy”.
Daniel oparł się o stół.
„Nie mogą tego zrobić”.
„Jest to ujęte w punkcie dwunastym. Otrzymasz oficjalne powiadomienie e-mailem”.
Rozmowa się zakończyła.
Zanim Daniel zdążył zareagować, zadzwonił kolejny.
Avery Group.
Następnie Stonebridge Properties.
W niecałe dziesięć minut stracił trzy kontrakty, które utrzymywały jego firmę na powierzchni.
Margareta wzięła go za ramię.
„Danielu, powiedz mi, że to nie ma nic wspólnego z tą kobietą”.
Daniel nie odpowiedział.
Bo po raz pierwszy od trzech lat w jego głowie zaczęła kiełkować pewna myśl.
Absurdalna myśl.
Upokarzająca.
Przerażająca.
Emma nie odeszła z jego życia z pustymi rękami.
Emma po cichu zabrała wszystko, co uważał za swoje.
Podczas gdy Daniel pogrążał się w skandalu restauracyjnym, Emma siedziała na tylnym siedzeniu czarnego samochodu, wpatrując się przez okno w światła miasta.
Nie płakała.