– Co ty tam robisz?
– Patrzę na ten dom, który się ponoć sypie. Na nowe rynny, na wymalowane ściany, na bratki na parapecie. I na tę tabliczkę pośrednika przy furtce.
Celina milczała. Słyszałam jej oddech.
– Lucyna, to nie tak…
– A jak? – nie podniosłam głosu. Nie miałam siły krzyczeć. – Wyremontowałaś nasz wspólny dom za nie wiem czyje pieniądze i próbujesz go sprzedać beze mnie. Od pół roku. Jak to jest, Celina?
Wtedy usłyszałam coś, czego się nie spodziewałam. Celina się rozpłakała. Nie histerycznie, nie teatralnie – cicho, jakby się dusiła. I zaczęła mówić. Że Krzysiek, jej mąż, stracił pracę dwa lata temu.
Że zadłużyli się na remont własnego domu. Że pieniądze z emerytury nie wystarczają. Że remont rodzicielskiego domu wzięła na siebie, bo liczyła, że sprzeda i spłaci długi, zanim ktokolwiek się zorientuje. Że chciała potem powiedzieć mi o mojej połowie. Że nie wiedziała, jak zacząć.
– Chciałam ci dać te pieniądze – powtarzała. – Przysięgam, Lucyna, chciałam ci dać twoją część.
Stałam pod jabłonką ojca i słuchałam. Część mnie jej wierzyła. Celina nie była złym człowiekiem. Była przestraszonym człowiekiem, który zrobił głupią, nieczystą rzecz i grzęzł w niej coraz głębiej, dzień po dniu.
Znałam to uczucie – kiedy kłamstwo rośnie, aż samo zaczyna rządzić. Ale druga część mnie myślała o tych trzech latach. O każdym telefonie, w którym współczułam jej tego ciężaru. O każdym moim poczuciu winy, że to ona dźwiga, a ja siedzę i wydaję leki.
– Nie wiem, co teraz będzie, Celina – powiedziałam w końcu. – Ale wiem, że tak nie mogę. Muszę to przemyśleć.
Rozłączyłam się. Autobus z powrotem do Płocka odjeżdżał za godzinę. Usiadłam na ławce przy przystanku i patrzyłam na dom, w którym się wychowałam. Na jabłonkę, na dach, na okno mojego dawnego pokoju.
I myślałam o tym, jak dziwnie życie się kręci. Przez lata bałam się tego domu. Bałam się wspomnień, smutku po rodzicach, ciężaru, jaki ze sobą niósł. Celina wzięła go na siebie, a ja odetchnęłam z ulgą. Może gdybym chociaż raz pojechała, chociaż raz sprawdziła – wszystko potoczyłoby się inaczej.
Minęły trzy tygodnie. Z Celiną rozmawiałyśmy dwa razy, krótko i sucho. Ogłoszenie zniknęło z portalu. Zanim podejmę jakąkolwiek decyzję – o domu, o pieniądzach, o siostrze – muszę najpierw zrozumieć jedną rzecz. Nie to, dlaczego Celina mnie okłamała. To akurat rozumiem. Muszę zrozumieć, dlaczego przez trzy lata nawet raz nie wsiadłam w autobus, żeby sprawdzić.