Valeria nie spuszczała wzroku z Elviry. „Nazwała go manipulatorem”.
Wzrok Alejandro powędrował ku synowi pod fortepianem. Mateo ponownie przycisnął obie dłonie do uszu, a jego drobne ciało skuliło się w sobie. Alejandro zdawał się dostrzegać ten schemat po raz pierwszy: za każdym razem, gdy Elvira się odzywała, Mateo znikał w sobie.
„Elviro” – powiedział Alejandro – „wyjdź z pokoju”.
Jej twarz drgnęła. „Proszę pana?”
„Teraz”.
Skłoniła głowę i wyszła, ale Valeria dostrzegła jej wyraz twarzy, zanim się odwróciła. To nie był wstyd. To była złość.
Po jej wyjściu Mateo powoli odsłonił jedno ucho.
Valeria uklękła przy fortepianie. „Już jej nie ma”.
Mateo się nie poruszył.
Alejandro niezgrabnie przykucnął kilka kroków dalej. Wyglądał jak człowiek, który wiedział, jak wejść na wrogie terytorium, ale nie jak podejść do dziecka pod fortepianem. „Mateo” – powiedział, zmagając się z łagodnością własnego głosu – „jestem tutaj”.
Chłopiec spojrzał na niego.
Przez sekundę Valeria zobaczyła ojca, którym Alejandro mógł być, zanim żałoba zamieniła go w kamień. Potem Mateo spojrzał za niego, w stronę korytarza i wyszeptał ponownie.
„Drzwi”.
Alejandro gwałtownie wciągnął powietrze.
Valeria podążyła wzrokiem za chłopcem. „Chcesz, żebyśmy poszli do drzwi?”
Mateo pokręcił głową tak mocno, że całe jego ciało zadrżało.
„Nie?” zapytała Valeria.
Jego usta poruszyły się.
Na początku nie wydobył się z niego żaden dźwięk. Potem wyszeptał: „Nie”.
W pokoju zapadła cisza.
Alejandro zamknął oczy. Jego syn znów się odezwał, a to słowo nie było pocieszeniem. To była odmowa.
Valeria wyciągnęła do niego rękę, zatrzymując się przed dotknięciem. „Drzwi cię zraniły?”
Mateo zaczął płakać.
Tej nocy Alejandro zrobił coś, czego nie robił od pogrzebu Camili. Otworzył północne skrzydło.
Drzwi otworzyły się z cichym, mechanicznym kliknięciem. W korytarzu unosił się zapach stęchlizny, starych perfum i kurzu. Białe prześcieradła spowijały meble niczym duchy, a światło księżyca padało na oprawione zdjęcia odwrócone ekranem do dołu na konsoli.
Valeria szła obok niego, choć instynkt podpowiadał jej, że służba nie powinna przebywać w takich pokojach. Mateo spał w łóżku, a za drzwiami stał strażnik, a Alejandro po raz pierwszy nakazał Elvirze trzymać się z dala od drugiego piętra.
Sypialnia Camili wyglądała dokładnie tak, jak ją zostawiono. Na krześle wisiał jedwabny szlafrok. Na stoliku nocnym stały książki. Otwarta szkatułka na biżuterię, w której znajdował się tylko jeden perłowy kolczyk.
Alejandro stał w drzwiach, nie mogąc wejść.
Valeria weszła pierwsza.
Dostrzegła, na co zaślepił go smutek. Lekko krzywy dywanik. Oprawione zdjęcie zniknęło ze ściany, ale nie było zakurzone wokół pustej przestrzeni. Mały odcisk dłoni, stary i wyblakły, na dolnej części drzwi łazienki.
Wtedy zobaczyła wąskie drzwi z tyłu pokoju.
„Co to jest?”
– zapytała.
Alejandro spojrzał. „Garderoba”.
„Czy jest zamykana?”