Wyraz twarzy Étienne’a stwardniał, zdradzając głęboko skrywany ból. „Bo odkąd skończyłam 15 lat, odkąd zmarli moi rodzice, otaczały mnie sępy. Każda kobieta, każda przyjaciółka, każdy członek tej rodziny z wyższych sfer interesował się mną tylko po to, by splądrować moje konta bankowe. Byłam zdradzana tyle razy, że moje serce zamieniło się w kamień. Chciałam stworzyć test. Chciałam sprawdzić, czy kobieta będzie w stanie wejść w moje życie, akceptując najgorsze: brzydotę, starość, pogardę społeczeństwa. Chciałam wiedzieć, czy ktoś zostanie ze mną dla mężczyzny, a nie dla wizerunku”.
„I wybrałeś mnie na królika doświadczalnego do swojego małego, paranoicznego eksperymentu z miliarderem?!” – warknęła Élise, a strach ustąpił miejsca gniewowi.
Zanim Étienne zdążył odpowiedzieć, drzwi gabinetu gwałtownie się otworzyły. Pojawiła się ciotka Étienne’a, Béatrice, wyniosła kobieta po sześćdziesiątce o lodowatym spojrzeniu. Miała na sobie jedwabny szlafrok i trzymała cienki papieros w długich, wypielęgnowanych palcach.
„No cóż, sekret wyszedł na jaw” – zadrwiła Béatrice, ledwo skrywając pogardę. „Widzisz, Étienne? Mówiłam ci. Twoja mała szarada była żałosna. Spójrz na nią. To nędzna szycha z lyońskich slumsów. Sprzedała młodość odrażającemu potworowi, żeby zgarnąć 250 000 euro! Czego się po niej spodziewałeś? Szlachetności? To zwykła, legalna prostytutka, którą kupiono za krocie!”
Słowa Beatrice uderzyły Elise z siłą bicza. Ale najgorsza nie była zniewaga ze strony tego pogardliwego arystokraty. Najgorsza była straszna prawda, jaką niosły te słowa.
Elise spuściła wzrok, jej pierś ścisnęła wstyd. Poczuła, jak uginają się pod nią kolana. Spojrzała w oczy Étienne’a, a jej głos się załamał: „Twoja ciotka ma rację. Nie jestem święta. Nie przyjąłem tego życia ze względu na szlachetność ani po to, by cię poznać. Przyjąłem je, bo nic mi już nie zostało. Byłem zdesperowany. Zrobiłem to tylko dla pieniędzy. Chciałem, żeby moja matka mogła oddychać. Sprzedałem swoje ciało i swoją przyszłość”.
Étienne zrobił krok w jej stronę, wyglądając na zrozpaczonego. „Elise… pierwszego dnia, kiedy widziałem, jak podpisujesz ten kontrakt z notariuszem, płakałaś, patrząc na zdjęcie swojej matki”. Poświęciłaś życie dla tych, których kochasz. Nie uciekłaś; znosiłaś zniewagi mojej rodziny z godnością…
„Nie zasługuję na twoją litość ani na twój majątek” – przerwała, szlochając.
Szybkim gestem…
Zerwała z palca pięciokaratową obrączkę ślubną z diamentem i rzuciła ją na dębowe biurko. Odwróciła się na pięcie i uciekła z zamku w środku nocy, stawiając czoła lodowatemu deszczowi, mając na sobie tylko ubrania, w których przyjechała trzy tygodnie wcześniej.