Amandine położyła wypielęgnowaną dłoń na zranionym ramieniu Leo, lekko ją ściskając. Chłopiec stłumił jęk bólu, przygryzając dolną wargę, by nie krzyknąć. Thomas zobaczył całą scenę. To była ostatnia kropla. Nie było już odwrotu.
Tego wieczoru, dokładnie o 23:15, luksusowy samochód sportowy Victora Laurenta wjechał do ogromnego garażu podziemnego. Biznesmen, wyczerpany po 14 godzinach spotkań, poluzował jedwabny krawat. Gdy zmierzał w stronę prywatnej windy, z cienia wyłoniła się postać.
„Panie Laurent. Muszę z panem porozmawiać. Natychmiast”. Victor podskoczył, marszcząc brwi, rozpoznając swojego szofera.
„Thomas? Co ty tu jeszcze robisz o tej porze? Idź i odpocznij”.
„Mam jutro zebranie zarządu o 8:00 rano”.
„Chodzi o Leo, proszę pana. I nie może czekać ani chwili dłużej”.
Chłodny, wojenny ton byłego żołnierza zatrzymał miliardera. Przez pięć lat służby Thomas nigdy nie użył takiego tonu w stosunku do swojego szefa.
„Co się dzieje? Czy on jest chory?” zapytał Victor z nutą irytacji w głosie.
„Gorzej niż to. Chodź ze mną”.
Zaintrygowany i lekko zły Victor poszedł za Thomasem do pokoju Leo na drugim piętrze. Dziecko spało niespokojnie, wtulone w jedwabne prześcieradło, z twarzą pokrytą potem. Thomas podszedł do łóżka, delikatnie odsunął kołdrę, a następnie ostrożnie podniósł piżamę chłopca.
Victor sapnął, tłumiąc westchnienie, zataczając się do tyłu, jakby właśnie dostał cios w klatkę piersiową. Jego oczy rozszerzyły się z przerażenia na widok szkarłatnych i purpurowych pręg, które smagały jego plecy jego własną krwią.
„Ale… co to za rzeź?” mruknął ojciec, blady, nie mogąc złapać tchu. „Kto śmiał…?”
„Twoja przyszła żona, panie. Amandine”.
Słowo odbiło się echem jak grom z jasnego nieba w ciszy pokoju. Victor gwałtownie pokręcił głową, a w umyśle bogatego dziedzica natychmiast zapanowała niechęć.
„To kłamstwo! To absolutnie niemożliwe! Amandine jest matką chrzestną organizacji charytatywnej dla trzech dzieci! Uwielbia Leo! Tracisz rozum, Thomas!”
„Przyjrzyj się dokładnie tym ranom, panie”. Idealnie pasują do skórzanego paska z metalową klamrą. Obudź syna i zapytaj go. Czy nie paraliżuje go strach przed tą kobietą.
Wściekły i zdezorientowany Victor zbiegł po majestatycznych marmurowych schodach w cztery sekundy. Wpadł do ogromnego salonu, gdzie Amandine, wygodnie rozsiadła się na białej sofie i czytała magazyn o modzie, popijając lampkę czerwonego wina.
„Victorze, kochanie, w końcu jesteś w domu…” – zaczęła z uwodzicielskim uśmiechem na ustach.
„Wstawaj!” – krzyknął Victor, a jego głos zadrżał w oknach rezydencji.
Amandine zerwała się na równe nogi, a szklanka wyślizgnęła się jej z rąk i roztrzaskała o perski dywan. Thomas stał tuż za miliarderem z obojętną miną.
„Co zrobiłeś Leo?!” – wybuchnął Victor, a żyły na jego szyi nabrzmiały ze złości. Ma plecy w opłakanym stanie! Uderzyłeś go?!