„Nie, posłuchaj mnie uważnie! Nie zrobiłeś nic złego!” odparł stanowczo kierowca. Leo pociągnął nosem, a jego duże, niebieskie oczy, pełne łez, wpatrywały się w Tomasza.
„Ale moja macocha mówi… że jeśli będę idealnym chłopcem… przestanie mnie karać w piwnicy”.
Tomaszowi krew zastygła w żyłach. Macocha. Amandine de Rochefort. Oszałamiająca 32-latka, która za dwa miesiące miała poślubić ojca Leo. Ta sama kobieta, która zdobiła okładki wszystkich paryskich magazynów, chwalona za elegancję, filantropię i rzekomo bezwarunkową miłość do upośledzonych dzieci. Ulubienica francuskich mediów.
„To Amandine… kto ci to robi?” – wyjąkał Thomas, zaciskając szczękę tak mocno, że czuł, jakby zęby miały mu pęknąć. Leo powoli skinął głową, drżąc na całym ciele.
„Mówi, że jeśli powiem tacie albo policji… wyśle mnie do jakiejś okropnej szkoły z internatem w Szwajcarii, gdzie nikt mnie nie znajdzie”.
Nie sposób uwierzyć w to, co się zaraz wydarzy…
CZĘŚĆ 2
Cisza w sedanie stała się tak gęsta, że można by ją kroić nożem. Thomas powoli odwrócił wzrok od Leo, wpatrując się w czarną kierownicę przed sobą. Potrzebował całych 15 sekund, żeby opanować burzę wściekłości, która groziła, że go ogarnie. Gdyby posłuchał swojego żołnierskiego instynktu, natychmiast zawróciłby, pojechał do rezydencji i wyważył drzwi, żeby zaciągnąć Amandine de Rochefort za włosy do sądu. Wiedział jednak, że w tym świecie miliarderów impulsywność jest samobójcza.
Sprawiedliwość potężnych nie jest sprawiedliwością zwykłych ludzi. Gdyby popełnił jeden błąd, gdyby działał bez niezawodnego planu, Amandine odwróciłaby sytuację. Z jej prawnikami pobierającymi 1000 euro za godzinę, zniszczyłaby Thomasa, a co gorsza, Leo byłby całkowicie zdany na jej łaskę.
„Czy twój ojciec niczego nie podejrzewa?” zapytał Thomas ochryple. Leo pokręcił głową z rozpaczą.
„Tata wraca do domu o 22:00 każdego wieczoru”. Jest zmęczony. Amandine mówi mu, że już położyłem się spać i że cały dzień byłem niegrzecznym chłopcem. Tata nadal jej wierzy.
Ośmioletnie dziecko żyjące w absolutnym strachu w 800-metrowej pozłacanej fortecy. Thomas włożył kluczyk do stacyjki. Potężny silnik cicho zawarczał. Ta podróż do Neuilly-sur-Seine nie była już zwykłym powrotem ze szkoły. Stała się początkiem tajnej wojny.
Dwudziestominutowa jazda minęła w całkowitej ciszy. Thomas prowadził mechanicznie, jego białe palce zaciskały się na kierownicy. Gdy dotarł do ogromnej, kutej bramy rezydencji, ciężkie drzwi się otworzyły. Samochód wjechał na żwirowy podjazd, obramowany nieskazitelnymi krzewami róż. Na rozległych marmurowych schodach stała Amandine.
Była uosobieniem paryskiego szyku. Wysoka, szczupła, ubrana w tweedowy kostium Chanel, z porcelanową filiżanką w dłoni. Jej uśmiech był olśniewający, idealny dla paparazzi. Ale kiedy drzwi samochodu się otworzyły i Leo wysiadł, Thomas nie spuszczał wzroku z twarzy kobiety. Na pół sekundy anielski uśmiech Amandine przeobraził się w grymas obrzydzenia i czystej groźby. Spojrzenie drapieżnika.
„Witaj, mój aniele!” zagruchała z irytująco fałszywą czułością, pochylając się, by pogłaskać dziecko po włosach. „Miałeś dobry dzień w szkole?” Leo spuścił wzrok na podłogę, całe jego ciało zesztywniało pod dłonią macochy.
„Tak, macocho”. Jej głos brzmiał martwo. Jak echo.