To nie było nic nowego. Po prostu po raz pierwszy rola, którą mi powierzono, została wypowiedziana na głos przez dziecko zbyt małe, by pojąć całe okrucieństwo tego, co powtarza.
Fala gorąca uderzyła mnie w twarz. Brudny, palący żar, który wspina się po szyi i kłuje za oczami. Widelec w mojej dłoni nagle wydał mi się zbyt ciężki. Mój talerz – na którym, jak zawsze, położyłam tylko tyle, żeby nie zostać nazwaną wybredną, i za mało, żeby sprowokować komentarze na temat mojego apetytu – zaczął się rozmywać na brzegach.
Odłożyłam widelec.
Starannie złożyłam serwetkę. Powoli. Bardzo prosto. Jakby precyzja mogła powstrzymać drżenie rąk. Położyłam ją obok talerza.
Potem wstałam.
„Dokąd idziesz?” zapytała mama, sięgając po sos żurawinowy. „Jeszcze nawet nie podaliśmy polana wigilijnego”.
Nie odpowiedziałam.
Ścisnęło mnie w gardle. Serce waliło mi w uszach tak mocno, że niemal zagłuszało brzęk kieliszków i pomruki, które już się na nowo rozbrzmiewały, jakby scena się skończyła, jakby to był tylko drobny, dziwnie zabawny incydent rodzinny.
Wyszłam z jadalni.
Czułam na plecach czternaście oczu. Nie martwiłam się. Nie żałowałam.
Zaciekawiłam.
Rozbawiłam.
Nieco zirytowałam się, że mogę zakłócić ogólny komfort.
Dom Elodie pachniał pieczonym mięsem, świecami sandałowymi i subtelną wonią drogich wnętrz: mieszanką wosku, świeżą pościelą i pieniędzmi wydanymi z gustem. Korytarz prowadzący do wejścia był usiany oprawionymi fotografiami: rodzinnymi fotografiami z plaży, świątecznymi portretami, dziećmi w strojach w kolorze kości słoniowej, starannie wymierzonymi uśmiechami. Na prawie każdym z nich Élodie stała pośrodku, jakby świat wokół niej się przeorganizował.
Przeszłam obok nich, nie patrząc.
Otworzyłam szafę w przedpokoju, chwyciłam płaszcz i założyłam go z tak sztywnymi palcami, że zamek nie chciał się zapiąć za pierwszym razem. Kluczyki dwa razy wyślizgnęły mi się z rąk, zanim udało mi się je dobrze chwycić.
Nikt za mną nie poszedł.
Nikt nie powiedział: „Claire, zaczekaj”.
Dlaczego mieliby to zrobić?
Najwyraźniej byłam tylko pokojówką.