Obserwowałam.
I wszystko nagrałam.
Caleb ponownie ścisnął mój nadgarstek.
Pastor odchrząknął. „Kochana…”
„Czekaj” – powiedziałam.
Mój głos był cichy.
Caleb zaśmiał się pod nosem. „Nie zaczynaj”.
Sięgnęłam do mojego bukietu ślubnego, spod białych orchidei i jedwabnej wstążki, i wyjęłam małego srebrnego pendrive’a.
Potem minęłam Caleba i podłączyłam go bezpośrednio do projektora pastora.
„Spójrzmy na prawdziwe przypomnienie” – wyszeptałam.
Za nim ekran się rozświetlił…
Część 2
Na początku Caleb wyglądał na rozbawionego.
Potem zaczął odtwarzać się pierwszy film.
Na ekranie widać było apartament dla nowożeńców z góry, kąt kamery był ostry i wyraźny. Evelyn stała obok toaletki, jedną ręką opierając się o papiery, a drugą trzymając mój telefon.
„Podpiszesz, zanim przejdziesz do ołtarza” – powiedziała na ekranie. „Mój syn nie poślubi bezużytecznej małej dziedziczki z opiniami prawnymi”.
W kościele rozległ się szmer.
Uśmiech Caleba zniknął.
Na ekranie siedziałam w sukni ślubnej, welon wciąż nietknięty, twarz blada, ale opanowana.
„Potrzebuję prawnika, żeby to sprawdził” – powiedziałam ja-wideo.
Evelyn się roześmiała. „Twój prawnik pracuje dla twojej firmy. A od jutra my też będziemy pracować”.
Caleb pojawił się w polu widzenia.
„Po prostu podpisz, Amelio” – powiedział. „Nawet nie rozumiesz, co stworzył twój ojciec. Odziedziczyłaś władzę przez przypadek”.
Prawdziwy Caleb rzucił się w stronę projektora.
Dwóch mężczyzn w prostych, ciemnych garniturach wstało z tylnej ławki, zanim zrobił trzy kroki.
Nie ochrona.
Moja ochrona.
Caleb gwałtownie się zatrzymał.
Jego wzrok powędrował w moją stronę. „Co to, do cholery, jest?”
Spojrzałam na pastora. „Proszę, pozwólcie mi to odtworzyć”.
Pastor przełknął ślinę i odsunął się.
Nagranie trwało dalej.
Dłoń Caleba uderzyła mnie w twarz.
W kościele rozległy się westchnienia.
Ktoś krzyknął.
Na ekranie mój welon rozdarł się, gdy dotknęłam krawędzi toaletki. Storczyki w pokoju zadrżały, gdy Evelyn pochyliła się bliżej, ani przerażona, ani zaskoczona.
Dotknęłam rozciętej wargi i powiedziałam: „To był błąd”.
Caleb na ekranie zadrżał. „Nie, kochanie. Błąd polegał na tym, że myślałam, że masz wybór”.
W pierwszej ławce Evelyn powoli wstała. „Wyłącz to”.
Jej polecenie zadziałało na członków zarządu, asystentów, personel hotelowy i jej własnego syna.
Na mnie nie zadziałało.
Ekran się zmienił.
Pojawiły się e-maile. Przelewy bankowe. Podrobione podpisy. Prywatna wiadomość od Caleba T.
o członkini zarządu ValeTech.
Kiedy ją poślubię, przeniesiemy portfel patentowy przez fundusz powierniczy. Matka mówi, że okres na wydanie nakazu sądowego wynosi dwadzieścia cztery godziny. Do tego czasu jest nikim.
W kościele wybuchła wrzawa.