Potem nadeszła kolejna wiadomość.
„Moja emerytura nie jest wysoka, ale w związku nie chodzi tylko o pieniądze. Mogę wnieść towarzystwo, doświadczenie i męską obecność”.
Męską obecność.
Wtedy wybuchnęłam śmiechem.
Wyobraziłam sobie Manuela rozgościłego w moim hipotetycznym mieszkaniu w centrum Madrytu, czekającego na krokiety, kawę, czyste ubrania i ciszę, podczas gdy on sam zapewniałby „męską obecność” z kanapy.
Odpowiedziałam:
„Myślę, że dobrze jest być szczerym. Ja też jestem praktyczna. Jeśli mężczyzna ma wejść do mojego domu, mam swoje warunki”.
Zawahał się przez kilka sekund.
„Podoba mi się to. Poważna kobieta powinna być inteligentna”.
Idealnie.
Otworzyłam notes i napisałam listę.
„Warunki przyjęcia mężczyzny do mojego mieszkania”.
Napisałam:
Aktualne zaświadczenie lekarskie.
Zaświadczenie o emeryturze i dochodach.
Zaświadczenie o braku zadłużenia.
Miesięczne składki na wydatki, jedzenie i inne niezbędne rzeczy.
Gotowanie, sprzątanie i zakupy na zmiany.
Bezwzględny szacunek dla mojej pracy, odpoczynku, przyjaciół i przestrzeni.
Żadnych komentarzy na temat mojego ciała, wieku ani tego, jak się ubieram. Troska nie oznacza służenia. Kobieta nie jest darmową pielęgniarką.
Jeszcze mu tego nie wysłałam.
Zaproponowałam, żebyśmy spotkali się następnego dnia w kawiarni osiedlowej.
Manuel odpowiedział:
„Kawiarnia? Jeśli masz mieszkanie i mówisz poważnie, logicznym rozwiązaniem byłoby, żebyś mnie zaprosił”.
Wyraźnie się spieszył.
„Manuelu, nie zapraszam obcych do siebie”.
„W takim razie mi nie ufasz”.
„Oczywiście, że nie. Nie znam go”.
„Kobiety dzisiaj są pełne podejrzeń”.
„Nie. Kobiety
„Teraz nauczyli się zamykać drzwi”.
Nie odpowiadał przez chwilę. Potem przyjął kawę.
Następnego dnia przyjechałam dziesięć minut wcześniej. Moja przyjaciółka usiadła przy stoliku z tyłu, udając, że patrzy w telefon. Nie było to konieczne, ale chciałam mieć świadka. Bo takie sytuacje, opowiadane później, zawsze wydają się przesadzone. I nie są. Czasami rzeczywistość jest już fabrycznie przerysowana.
Manuel spóźnił się.
Na żywo wyglądał na bardziej zmęczonego niż na zdjęciu. Był też drobniejszy. To mi nie przeszkadzało. Nikt nie musi wiecznie wyglądać młodo. Denerwowało mnie tylko to, jak na mnie patrzył: od góry do dołu, jakby sprawdzał, czy produkt pasuje do reklamy.
Usiadł bez słowa przeprosin.
„Myślałem, że będziesz młodsza”.
„A myślałem, że będziesz miała 58 lat”.
Zachował powagę.
Przyszedł kelner. Manuel zamówił kawę z mlekiem i ciasto. Nawet nie zapytał, czy czegoś chcę. Potem pochylił się nad stołem.
„No, Carmen. Opowiedz mi o mieszkaniu”.
Nie o mnie. Nie o moim życiu. Nie o tym, kim byłam. O mieszkaniu.
Wyjęłam z torby złożoną kartkę papieru.
„Jasne. Ale najpierw chcę porozmawiać o twoich warunkach jako kandydatki”.
Zmarszczył brwi.
„Kandydatka?”
„Tak. Masz wymagania wobec kobiet. Ja mam wymagania wobec mężczyzn, którzy chcą mieszkać w moim domu”.
Podałam mu listę.
Przeczytał ją szybko. Najpierw uśmiechnął się, myśląc, że to żart. Potem przestał się uśmiechać.
„Zaświadczenie lekarskie? Dochody? Wydatki? Harmonogram sprzątania? Co to jest?”
„Zdrowy rozsądek”.
„Upokarzasz mnie”.