Wnętrze Wysokiego Domu było sterylnym koszmarem, zaawansowanym technologicznie. To było prywatne laboratorium, którego pozazdrościłby mu niejeden uniwersytet. Pachniało ozonem, alkoholem medycznym i niskim szumem przemysłowych agregatów chłodniczych. Ściany zdobiły monitory wyświetlające skany neurologiczne, sekwencje DNA i transmisje na żywo z czegoś, co wyglądało na komory deprywacji sensorycznej.
„ODEJDŹ OD NIEJ!” Ryknąłem, a dźwięk mojego głosu odbił się od sterylnych białych płytek niczym fizyczny cios.
Technicy w białych fartuchach, z twarzami zasłoniętymi maskami chirurgicznymi, rzucili się do ucieczki za stalowe biurka. Nie traciłem czasu na drobne. Poruszałem się z zabójczą, rytmiczną precyzją żołnierza, pokonując parter w niecałe trzydzieści sekund. Ruszyłem w stronę schodów, pokonując po trzy stopnie naraz, a serce waliło mi w żebra niczym wojenny werbel.
Na trzecim piętrze znalazłem „Ciemny Pokój”.
W centrum okrągłej komnaty Lily była przypięta do skomplikowanego krzesła z wysokim oparciem, które wyglądało, jakby należało do statku kosmicznego. Jej głowę ogolono w małych kępkach, gdzie do skóry przyklejono srebrne elektrody. Ogromny obiektyw kamery szybkoobrotowej znajdował się kilka centymetrów od jej twarzy, a jej migawka klikała z rytmiczną, irytującą szybkością, która przypominała bicie serca.
Beatrice Sterling stała nad nią, trzymając tablet, a jej twarz rozświetlał zimny, błękitny blask ekranu. Nie drgnęła na widok mojego pistoletu. Nawet nie wyglądała na zaskoczoną. Spojrzała na mnie z przerażająco spokojnym rozczarowaniem profesora, który ma do czynienia ze szczególnie powolnym studentem.
„Zawsze byłeś zbyt impulsywny, Davidzie” – powiedziała spokojnym, a zarazem przejmująco matczynym głosem. „Myślisz, że ją „ratujesz”? Lily to biologiczne arcydzieło. Posiada rzadką architekturę neuronową – dziedzictwo rodu Sterlingów, które przeskoczyło dwa pokolenia. Nie „robię jej krzywdy”. Ja ją odblokowuję. Mapuję proces przyspieszonej ewolucji poznawczej dla kolejnego pokolenia naszych leków”.
„Torturujesz własną wnuczkę dla zysku” – warknąłem, zaciskając palec na spuście.
„Zapewniam przetrwanie naszych wpływów!” Beatrice wrzasnęła, a maska filantropki w końcu pękła, odsłaniając megalomankę kryjącą się pod spodem. „Elena była rozczarowaniem. Wybrała „miłość” i „domowe życie”. Ale Lily? Lily dostrzega schematy w tym hałasie. Ona nie jest dzieckiem, Davidzie. Jest atutem. A atuty trzeba udoskonalać”.
Cliffhanger: Beatrice włączyła sekwencję na tablecie. Nagle podłoga pod moimi stopami zawibrowała, a ściany pokoju zaczęły jarzyć się intensywnym, oślepiającym białym światłem. „Jeśli nie pozwolisz jej poprowadzić” – syknęła Beatrice – „to możesz dołączyć do niej w ciemności”.
Rozdział 4: Kontraudyt Strażnika
Światło nie było zwykłym oświetleniem; było w