Zapach uderzył Avery’ego jeszcze przed kolejnymi słowami.
Wybielacz.
Świeżość.
Skoncentrowany.
Pod spodem: coś bardziej metalicznego.
Cieplejsze.
Salon za mężczyzną wydawał się idealnie uporządkowany. Aż za idealnie. Kosz na pranie widoczny przez okno zniknął.
Różowa skarpetka też.
Avery mówił spokojnie.
„Otrzymaliśmy zgłoszenie alarmowe z tego adresu”.
Uśmiech Marka zamigotał na ułamek sekundy.
A potem natychmiast powrócił.
„Ach… pewnie moja córka. Uwielbia bawić się telefonem”.
Ruiz dyskretnie rozglądała się dookoła.
Ściany.
Podłoga.
Dłonie mężczyzny.
Wtedy coś zobaczyła.
Jej wzrok zatrzymał się na chwilę na jego prawym przedramieniu.
Zadrapanie.
Niedawne.
Avery też to zobaczył.
I zobaczył coś jeszcze.
Tuż za Markiem, w ciemnym korytarzu.
Mała czerwona plama na białej listwie przypodłogowej.