— W jakiej sprawie?
— Proszę.
— W jakiej sprawie?
— Proszę.
Umówili się w małej kawiarni niedaleko centrum.
Ojciec wyglądał starzej niż rok wcześniej. Schudł. Zmarszczki stały się głębsze.
Usiadł naprzeciwko niej.
— Jak się czujesz? — zapytał.
— Dobrze.
— Słyszałem, że świetnie sobie radzisz.
— Staram się.
Przez chwilę mieszał łyżeczką w kawie.
Potem westchnął.
— Miałem rację tylko w jednej rzeczy.
— W jakiej?
— Że jesteś silna.
Katarzyna milczała.
— Firma jest w kłopotach — przyznał w końcu.
— Domyślam się.
— Piotr się starał.
— Nie wątpię.
— Ale nie daje rady.
— Bo nie miał doświadczenia.
Ojciec zamknął oczy.
— Wiem.
Po raz pierwszy powiedział to na głos.
Wiem.
Jedno słowo, na które czekała ponad rok.
— Czego ode mnie oczekujesz? — zapytała spokojnie.
— Pomocy.
— Żebym wróciła?
— Tak.
Katarzyna przez moment patrzyła przez okno.
Na ludzi spieszących się ulicą.
Na samochody.
Na swoje odbicie w szybie.
Potem pokręciła głową.
— Nie wrócę.
Ojciec spuścił wzrok.
— Rozumiem.
— Ale mogę kupić firmę.
Podniósł głowę tak gwałtownie, że niemal przewrócił filiżankę.
— Co?
— Słyszałeś.
— Chcesz kupić Białą Orchideę?
— Tak.
Zapadła długa cisza.
— Nie żartujesz?
— Ani trochę.
Ojciec patrzył na nią przez dłuższą chwilę.
Nagle się uśmiechnął.
Pierwszy raz od bardzo dawna.
— Wiesz co jest najgorsze?
— Co?
— Że nawet teraz jestem z ciebie dumny.
Trzy miesiące później transakcja została sfinalizowana.
Piotr sprzedał swoje udziały bez sprzeciwu.