Valeria włączyła głośnik połączony z interkomem przy drzwiach wejściowych. Głos prawnika był spokojny, uprzejmy i niezwykle stanowczy.
Potwierdził, że Diego może odebrać swoje rzeczy wyłącznie w ustalonych godzinach oraz w obecności świadka.
Wyjaśnił również, że Patricia nie ma żadnego prawa wejścia, przebywania ani roszczeń wobec nieruchomości.
Jeśli chce coś kwestionować, może zrobić to drogą sądową, a nie stojąc pod drzwiami domu, który do niej nie należy.
Patricia próbowała odzyskać dawną pewność siebie.
Mówiła, że Diego jest mężem Valerii.
Mówiła, że żona nie może tak po prostu wyrzucać rodziny.
Mówiła wiele rzeczy, które brzmiały staroświecko, krucho i coraz bardziej desperacko.
Valeria odpowiedziała tylko raz.
– Rodzina nie rozrywa sukni, żeby pokazać komuś jego miejsce. Rodzina nie kłamie na temat domu, za który nigdy nie zapłaciła.
Potem rozłączyła interkom.
Kłamstwo, które przez lata było wygodne
Diego wrócił tego samego popołudnia z dwoma pudłami i świadkiem przysłanym przez kancelarię.
Patricia nie weszła do środka.
Stała na chodniku i patrzyła na fasadę domu tak, jakby budynek osobiście ją zdradził.
Valeria nie była sama.
Prawnik dopilnował całej procedury.
Ślusarz ponownie sprawdził zamki.