Kiedy ból ustąpił, poczuła pot na górnej wardze.
Françoise się uśmiechnęła.
„No i widzisz, dasz radę. Marie wkrótce przyjedzie”.
Camille uniosła głowę.
„Marie?”
„Z parafii. Pomagała już przy porodach”.
„Marie sprzedaje olejki eteryczne z samochodu i powiedziała mi, że kremy z filtrem powodują choroby autoimmunologiczne”.
„Rozumie naturalny poród”.
„Będę nosić bliźnięta”.
„Twoje ciało wie, co robi”.
„Moje ciśnienie jest niestabilne. Pierwsze dziecko zmieniało pozycję dwa razy. Dr Martin powiedział to przy tobie”. „Jeśli poród się zacznie, jadę do szpitala”.
Françoise spojrzała na kluczyki.
„Lekarze zawsze tak mówią, żeby utrzymać kontrolę”.
To zdanie rozwiało ostatnią wątpliwość Camille.
To nie była kłótnia pokoleniowa.
To nie była zdenerwowana teściowa.
To była kobieta, która uznała, że jej opinia jest warta więcej niż dokumentacja medyczna.
A jednak teczka w torbie zawierała wszystko.
Wizyta 12 kwietnia.
Monitorowanie ciśnienia krwi.
Ciąża bliźniacza.
Instrukcje na wypadek przedwczesnego porodu.
Recepcjonistka w szpitalu nawet zaznaczyła ważny fragment, kiedy Camille przyszła odebrać kopię.
W przypadku regularnych skurczów, przyjdź natychmiast.
Françoise widziała to zdanie.
Michel też.
Postanowili go nie widzieć.
Camille ruszyła w stronę swojej torby.
Michel poruszał się szybko.
Za szybko jak na mężczyznę, który twierdził, że chce tylko uspokoić swoją pasierbicę.
Wyrwał jej telefon z ręki.
„Dość tego dramatu” – powiedział.
Po czym rzucił go na fotel.
Telefon odbił się raz od poduszki i przewrócił, ekranem do góry.
Dłoń Camille pozostała otwarta, wisząc w powietrzu.
Nie krzyczała.
Chciała.
Chciała go uderzyć, obrazić, obudzić całą okolicę, ale już wiedziała, jak ją wykorzystają.
Więc mówiła cicho.
„Właśnie zabrałaś mi telefon, kiedy rodziłam”.
Michel zacisnął szczękę.
„Rodzisz. Nie atakujemy cię”.
„Czasami to to samo”.
Françoise wzięła głęboki oddech, jakby to zdanie ostatecznie udowodniło jej, że Camille jest niesprawiedliwa.
To było konieczne”.
Camille zawsze była zbyt emocjonalna, żeby Françoise mogła zachować spokój.
Wtedy ciepło spłynęło jej po nodze.
Nie całe.
Jeszcze nie.
Ale wystarczająco, by jej żołądek skurczył się w inny sposób, niżej, bardziej groźnie.
Françoise dostrzegła to na jej twarzy.
„Co?”
Camille pokręciła głową.
„Nic.”
Telefon leżał na fotelu.
Ekran zgasł.