W pracy kolega zapytał:
– Natasza, dlaczego jesteś taka zamyślona?
„Och, nic” – uśmiechnęła się Natalia. „Postanowiłam się rozwieść”.
– Wow! Naprawdę?
— Naprawdę. Wczoraj zdałem sobie sprawę, że nie mogę już dłużej żyć z tą osobą.
– Co się stało?
„Przyprowadził krewnych do mojego mieszkania. Bez pytania. Chociaż jestem temu kategorycznie przeciwny”.
– A co z tobą?
— Wyrzuciła wszystkich. Jego również.
Kolega zagwizdał.
– Super. Dobra robota. Obroniłeś granice.
„Stanęłam twardo przy swoim” – Natalia skinęła głową. „Szkoda, że musiało do tego dojść. Ale nie było innego wyjścia. Jesteśmy inni i nie możemy iść swoimi drogami”.
Wieczorem przyjechał mechanik i wymienił zamki.
Następne kilka dni upłynęło pod znakiem intensywnej pracy. Prawnik, dokumenty rozwodowe, wniosek do urzędu stanu cywilnego. Wszystko przebiegło szybko i sprawnie.
Roman dzwonił z różnych numerów i wysyłał wiadomości. Natalia nie odbierała. Raz przyszedł do domu i zadzwonił domofonem. Natalia nie odebrała.
Tydzień później przyszło wezwanie do sądu. Rozwód bez sporu majątkowego. Natalia nie rościła sobie praw do majątku Romana, a Roman nie rościł sobie praw do mieszkania. Wszystko przebiegło jasno i szybko.
Miesiąc później otrzymałem akt rozwodu.
Natalia trzymała dokument w rękach i badała pieczęcie.
„Jestem wolna” – powiedziała na głos.
I się uśmiechnęła.
Życie toczyło się dalej. Praca, dom, spotkania ze znajomymi. Natalia zapisała się na jogę i zaczęła chodzić dwa razy w tygodniu.
W mieszkaniu było cicho i spokojnie. Dokładnie tak, jak lubiła Natalia.
Żadnych walizek na korytarzu. Żadnych obcych głosów. Żadnych naruszeń przestrzeni osobistej.
Tylko ona i jej zasady. I było cudownie.
.