„Dobrze. Za ile?”
„80 milionów euro w gotówce plus opcja na akcje o wartości do 35 milionów na trzy lata”.
Przez kilka sekund jedynym dźwiękiem było tykanie zegara w salonie.
Widelec matki wyślizgnął się z ręki i uderzył w talerz.
„80 milionów?” powtórzyła.
„Tak”.
„Masz na myśli 8 milionów?” zapytał ojciec.
„Nie, 80”.
„Ale to niemożliwe” – wyrzucił z siebie Thomas. „Pracujesz z mieszkania”.
„Czasami pracuję z domu”. Dysponujemy również 1400 metrami kwadratowymi powierzchni biurowej w 13. dzielnicy i dwoma oddziałami regionalnymi.
„Ile osób u was pracuje?”
„58”.
Twarz Thomasa zbladła.
„58 pracowników?”
„Tak”.
„I nigdy nam nie powiedziałeś?”
Camille patrzyła na niego przez dłuższą chwilę.
„Mówiłam ci”.
„Nie” – zaprotestowała ich matka. „Zapamiętalibyśmy coś takiego”.
„W zeszłym roku ogłosiłam, że właśnie podpisaliśmy nasz największy kontrakt. Tata powiedział mi, że tymczasowe zlecenia nie zastępują stałej umowy”.
Ojciec otworzył usta, a potem je zamknął.
„W Boże Narodzenie” – kontynuowała Camille – „wyjaśniłam, że zebraliśmy 12 milionów euro. Thomas zażartował, że powinnam nauczyć się zarabiać pieniądze, zanim o nie poproszę”.
Claire spuściła wzrok.
„W Wielkanoc opowiedziałam ci o negocjacjach z Hexalys. Następnego dnia mama wysłała mi ogłoszenie o pracę asystentki administracyjnej w ratuszu”.
„To było stanowisko kategorii B” – zaprotestowała jej matka. „Z gwarancją zatrudnienia”.
„No i masz. Słyszałaś te słowa, ale nigdy nie posłuchałaś, co one oznaczają”.
Jej ojciec się wyprostował.
„Próbowaliśmy cię chronić”.
„Nie. Próbowałaś przywrócić mi życie, które by cię uspokoiło”.
„Mogłaś wyrazić się jaśniej”.
„Jak jaśniej? Powiedziałam „58 pracowników”, „26 milionów przychodów” i „oferta przejęcia”. Czy musieliśmy przynieść projektor?”
Thomas odsunął talerz.
„Ile tak naprawdę posiadasz w firmie?”
„64% przed transakcją”. Po podatkach, opłatach i premiach zespołowych zostanie mi około 41 milionów. Nie licząc akcji ani moich poprzednich inwestycji.
„Więc jesteś multimilionerem”.
„Od jakichś 40 minut, tak”.
Wzrok matki powędrował na torebkę Camille, potem na jej proste ubrania i stary skórzany zegarek.
„Dlaczego wciąż mieszkasz w tym małym mieszkaniu?”
„Bo je lubię. Bo mój czynsz jest w porządku. I bo nigdy nie musiałem kupować rzeczy, żeby udowodnić, że moja praca jest wartościowa”.
Thomas zaśmiał się sucho.
„To niewiarygodne. Przez 12 lat przestrzegałem wszystkich zasad. Akceptowałem niemożliwy czas pracy, dwa razy się przeprowadzałem dla firmy, znosiłem okropnych szefów. A ty, rzuciłeś studia, pracujesz na komputerze w kuchni i się wzbogaciłeś”.
„Naprawdę myślisz, że po prostu pracowałem w kuchni?”
„Nie o to mi chodziło”.
„Pracowałam nawet 100 godzin tygodniowo. Przez 14 miesięcy nie dostawałam pensji. Zastawiłam swoje akcje, żeby uniknąć zwolnień. Miałam ataki paniki w biurowej toalecie, bo 58 rodzin zależało od decyzji, które musiałam podejmować sama”.
Thomas odwrócił wzrok.
„Trzy razy o mało nie straciłam wszystkiego” – kontynuowała. „Różnica polega na tym, że moja praca nie była taka jak twoja, więc uznałaś, że ona nie istnieje”.
W oczach matki pojawiły się łzy.
„Nigdy nie uważaliśmy cię za porażkę”.
„Nie musiałaś tego mówić. Widziałaś we mnie problem do rozwiązania. Porównywałaś każdą moją decyzję do decyzji Thomasa”. Nawet gdy coś mi się udało, przekręcałaś to, żeby udowodnić, że jestem niestabilna.
„Nie mieliśmy takiego zamiaru” – mruknął jej ojciec.
„Intencja nie neguje skutku”.
Claire w końcu się odezwała.
„Szczerze mówiąc, Camille, byłaś też bardzo dyskretna. Nie wiedzieliśmy wszystkiego”.
Camille odwróciła się do niej.
„Stałam się dyskretna, kiedy zdałam sobie sprawę, że nikt tu tak naprawdę nie chce wiedzieć. Na początku mówiłam wszystko. Potem nauczyłam się milczeć”.
Jej matka otarła łzę i wymusiła uśmiech.
„Przeszłość nie ma znaczenia. Dziś wieczorem musimy świętować. Mam butelkę szampana, która się chłodzi. Możemy zadzwonić do twojej cioci, powiedzieć twoim kuzynom…”
„Dlaczego?”
„Bo to niezwykłe wieści”.
„Czy byłabyś tak samo dumna, gdybym sprzedała Orbe Data za 800 000 euro?”
Uśmiech matki zniknął.