Jeszcze jedną noc.
Bastien się nie pojawił.
Ani razu.
Z kolei Clara wrzuciła zdjęcie na Instagram.
Ona i Bastien przed Basenem Arcachon.
Jego ręka na jej brzuchu.
Podpis:
„Nasz mały cud wkrótce nadejdzie”.
Marianne przez pomyłkę pokazała mi zdjęcie.
Wpatrywałam się w ekran.
„Czy ona naprawdę jest w ciąży?”
Moja siostra odwróciła wzrok.
„Nie wiem”.
„Wiedziałam”.
Coś było nie tak.
Zawsze ten sam brzuch.
Zawsze ten sam kąt.
Zawsze ta sama ręka.
Dwa tygodnie później do mojego pokoju w szpitalu wszedł Maître Roux z teczką.
Jego twarz była beznamiętna.
„Léa, mam pewne informacje”.
Usiadłam z trudem.
„Co?”
„Clara nie jest w ciąży”.
Nie odezwałam się.
Pikanie urządzenia nagle wydało mi się zbyt głośne.
„Jesteś pewna?”
„Tak. Kupiła fałszywe wyniki od starego znajomego z prywatnego laboratorium. Mamy certyfikat. I coś więcej”.
Położyła pendrive na moim łóżku.
„Yvonne wiedziała”.
Zamknęłam oczy.
Gniew powoli narastał.
Nie ciepły.
Zimny.
Silny.
„Dlaczego?”
Maître Roux odpowiedział:
„Żeby Bastien szybciej złożył pozew o rozwód. Żebyś wyglądała jak porzucona, bezpłodna kobieta, podczas gdy Clara stała się „cudowną matką”.
Spojrzałem na swój brzuch.
Ośmioro dzieci.
Osiem prawd.
Stając twarzą w twarz z udawanym dzieckiem.
Wyszeptałem:
„Kiedy rozprawa?”
„Za dziesięć dni”.
„To zachowaj ją na ten czas”.
Uśmiechnęła się.
„Chciałam ci to zaproponować”.
Rozprawa odbyła się w sądzie w Tuluzie.
Przyjechałem na wózku inwalidzkim.
Za ciężki.
Za zmęczony.
Ale wyprostowany.
Marianne pchała wózek inwalidzki.
Maître Roux szedł obok mnie.
Był tam Bastien.
Szary garnitur.
Poważna mina.
Yvonne po jego prawej stronie.
Clara po jego lewej.
Miała na sobie luźną sukienkę.
Ręka na brzuchu.
Znowu.
Sędzia zarządził środki tymczasowe.
Bastien chciał sprzedać dom.
Odmówił zapłaty rachunków za leczenie.
Zażądał testu na ojcostwo po porodzie.
Jego prawnik mówił o „uzasadnionej wątpliwości”.
O „wyjątkowej sytuacji”.
O „presji psychologicznej”.
Słuchałem.
Nie ruszając się.
Potem wstał Maître Roux.
„Wysoki Sądzie, mój przeciwny klient mówi o wątpliwościach. Dobrze. Porozmawiajmy też o kłamstwie”.
Wyświetlała wiadomości.
Jedną po drugiej.
Bastien mówi, że do niczego się nie przyzna.
Yvonne mówi o katastrofie.
Clara pisze do przyjaciółki:
„Jeśli pomyśli, że jestem w ciąży, nigdy do niej nie wróci”.
Bastien zwrócił się do Clary.
„Co?”
Zbladła.
Yvonne zacisnęła usta.
Mistrz Roux kontynuował
Nua.
„Składamy również oświadczenie, że pani Clara Vasseur nigdy nie była w ciąży”.
W sali sądowej zapadła cisza.
Sędzia podniósł wzrok.
Bastien wstał.
„Clara?”
Nie odpowiedziała.
„Clara!”
Wybuchnęła płaczem.
„Chciałam cię zatrzymać!”
Odsunął się, jakby go uderzyła.
Potem spojrzał na matkę.
„Wiedziałaś?”
Yvonne milczała.
A ta cisza potępiała ją bardziej niż jakiekolwiek słowa.
W końcu się odezwałam.
Mój głos był słaby.
Ale każde słowo brzmiało wyraźnie.
„Podczas gdy ja nosiłam w sobie ośmioro dzieci, którym groziła śmierć co tydzień, wy troje bawiliście się w idealną rodzinę z urojoną ciążą”.
Nikt się nie odezwał.
„Nazwałaś mnie szaloną”.
Odetchnęłam ciężko.
„Pułapka”.
Kolejny oddech.
„Katastrofa”.
Bastien spuścił wzrok.
„Léa…”
Uniosłam rękę.
„Nie. Nie tutaj. Nie teraz. Nie wtedy, kiedy nawet nie wiesz, kto cię okłamał”.
Sędzia wydał jasne nakazy tymczasowe.
Zostanę w domu.