Moja kuchnia nadal będzie za mała, moje naczynia za ciężkie, a plecy zbyt zmęczone.
Ale nigdy więcej nie pomylę bycia wykorzystywaną z potrzebną.
Nigdy więcej nie zaniosę jedzenia do drzwi, gdzie moja godność nie będzie miała wstępu.
W następny czwartek, przed wschodem słońca, rozpaliłam piec.
Ghee rozgrzało się na patelni.
Kminek trzeszczał.
Ryż czekał w misce.
Moja córka weszła, przecierając oczy, i zapytała: „To dla dzieci?”.
Uśmiechnęłam się.
„Dla dzieci” – powiedziałam. „Dla matek. Dla tych, których zapomniały zaprosić”.
Potem zawiązałam fartuch, podwinęłam rękawy i zaczęłam.