Nie rozmawiałam z Nishą.
Wysłała wiadomości z trzech różnych numerów.
Długie.
Krótkie.
Wściekłe.
Potem przepraszające.
Potem znowu wściekłe.
Usunęłam większość z nich, nie czytając ich do końca.
Ale jedna wiadomość została.
Naprawdę nie wiedziałam, że są głodne.
Chciałam odpowiedzieć: Głód nie staje się rzeczywistością tylko wtedy, gdy bogaci go dostrzegają.
Ale nie zrobiłam tego.
Niektórych prawd nie powinno się marnować na ludzi, którzy wciąż próbują chronić przed nimi swój wizerunek.
Dwa miesiące po narodzinach Anayi siostra Meera zaprosiła nas do schroniska na skromną modlitwę o nadanie imienia. Nie na ceremonię. Nie na uroczystość. Tylko kilka kobiet, kilkoro dzieci i jedna mała dziewczynka, która przyszła na świat z różową wstążeczką przy głowie.
Aaliya siedziała przy oknie, kiedy przyjechaliśmy, a jej córka spała na jej kolanach. Wyglądała na zdrowszą niż wcześniej, ale wciąż zbyt chudą, jakby jej ciało przetrwało dzięki układom z głodem.
Kiedy mnie zobaczyła, wstała zbyt gwałtownie.