„Naszej rodziny?”
Nie odpowiedział.
„Liczyłam grosze w Monoprix. Pracowałam na nocki z opuchniętymi stopami”. Odmówiłam pomocy opiekunki do dziecka, ponieważ uważałam to za kapryśne zajęcie. Odłożyłam komplet piżamowy ciążowy na półkę, bo stary wciąż nadawał się do użytku. Płakałam nad rachunkiem ze szpitala. A ty mówisz, że to było za nasz dom?
Solange zrobiła krok naprzód.
„Camille, kochanie, właśnie urodziłaś. To nie czas na dyskusje o skomplikowanych sprawach finansowych, gdy szaleją hormony…”
Madeleine w końcu odwróciła głowę w jej stronę.
„Jeśli twoje nazwisko pojawi się w każdym sprzeniewierzonym groszu, Solange, milczenie będzie twoim ostatnim przywilejem”.
Solange urwała.
Julien wziął głęboki oddech.
„Madeleine, z całym szacunkiem…”
„Nie masz mi nic do zaoferowania”.
Słowa zabrzmiały mocniej niż policzek.
Potem Madeleine spojrzała na Camille.
„Ty i Lina wychodzicie ze mną dziś wieczorem”.
Julien po raz pierwszy stracił panowanie nad sobą. Nie gwałtownie. Wystarczająco, by Camille dostrzegła panikę pod maską.
„To niepotrzebne”.
„Twoja opinia nie ma już znaczenia logistycznego” – odpowiedziała Madeleine.
Camille o mało się nie roześmiała, gdyby nie rozpadała się na kawałki.
Wypis ze szpitala odbył się w surrealistycznej atmosferze. Pielęgniarki mówiły cicho. Madeleine podpisywała formularze, dzwoniła, organizowała się. Zarezerwowano konsultantkę laktacyjną. Zarezerwowano również pielęgniarkę opieki domowej. Samochód czekał w deszczu, a asystentka Madeleine kupiła i zamontowała fotelik w ciągu godziny.
Julien został pod markizą, gdy wychodzili. Uniósł rękę.
Camille nie odpowiedziała.
Dom Madeleine w Saint-Germain-en-Laye pachniał polerowanym drewnem, książkami i czarną herbatą. Był to duży, stary, biały dom z niebieskimi okiennicami i skrzypiącymi deskami podłogowymi. Nie dom próbujący zrobić wrażenie. Dom, który przetrwał.
W pokoju gościnnym obok łóżka stało łóżeczko, a także pieluchy, ręczniki, kremy, miękkie ubranka, butelki z wodą, herbatniki, biustonosze do karmienia – wszystko, czego Camille zabroniła sobie kupować.
Stała w przedpokoju i płakała.
Madeleine położyła jej dłoń na ramieniu.
„Dziś w nocy jesteś bezpieczna. Jutro ocenimy szkody”.
Noc upłynęła pod znakiem karmienia, bólu i wiadomości od Juliena.
„Camille, odpowiedz mi.