Twoja babcia przesadza.
Jesteś bezbronna.
Nie pozwól, żeby twoja rodzina zniszczyła naszą.
Możemy wszystko spokojnie wyjaśnić”.
To „my” przeszyło ją na wskroś.
Nie „ja”. Nie „wyjaśnię”.
„My”.
Solange była w tym.
O czwartej nad ranem, siedząc w fotelu z Liną przy sobie, Camille wracała myślami do tych trzech lat, niczym do miejsca zbrodni, które oglądano wstecz. Wspólne konto, zasugerowane przez Juliena, gdy tylko wprowadzili się do mieszkania w 15. dzielnicy. Powiadomienia wysyłane na jej telefon, „żeby wszystko uprościć”. Zmienione hasło. Odrzucone karty. Niejasne odpowiedzi.
„Zajmę się tym, nie martw się”.
„Finanse się zmieniają”.
„Musisz myśleć jak mężatka”.
Zredukowała swoje życie, nie musząc go zmuszać do niczego. Przestała chodzić do fryzjera. Kupowała najtańsze witaminy. Unikała kolacji z przyjaciółmi, żeby nie musieć zamawiać najtańszego dania na oczach wszystkich. Potem zgodziła się na te nocne remanenty, w świetle jarzeniówek, w ósmym miesiącu ciąży, w parku.
Julien uśmiechnął się z podziwem.
„Właśnie to w tobie lubię. Nie załamujesz się, gdy życie staje się trudne”.
Teraz zrozumiała. Podziwiał przede wszystkim własną pracę.
Stworzył ten niedobór, a potem pogratulował jej, że go przetrwała.
Maître Delphine Ravel przybyła o 8:20. Drobna, szczupła, elegancka, w granatowym garniturze i okularach, które zdejmowała tylko w poważniejszych sprawach. Była prawniczką Madeleine od 22 lat. Przywitała się delikatnie z Liną, po czym usiadła przy stole w jadalni i powiedziała:
„Zacznij od początku. Niczego nie upiększaj”.
Potem Camille zaczęła opowiadać swoją historię.
Akcja charytatywna w Lyonie, gdzie poznała Juliena. Jego sposób słuchania. Jego wyraźny brak zainteresowania pieniędzmi Arnaudów. Ich prosty ślub, przynajmniej jak na standardy Madeleine. Kupno domu w Boulogne. Rachunek gospodarstwa domowego. Hasła. Wymówki. Wykalkulowane rachunki za zakupy. Noce spędzone na przeglądaniu półek z pastą do zębów, mlekiem modyfikowanym dla niemowląt i suplementami, podczas gdy plecy bolały ją od bólu.
Delphine przerywała tylko po to, by zadać bezpośrednie pytania.
„Kto wybrał bank?”