„Wielkanoc? Marto, to koszmar wizerunkowy”.
„Nie” – uśmiechnęłam się, a nie był to miły wyraz twarzy. „To oświadczenie. Organizują galę fuzji. Będzie tam cała elita Connecticut. Chcę, żeby świat zobaczył, jak zrywają maskę Thorne’a, gdy wciąż trzymają w rękach swoje srebrne widelce. I chcę być tym, który poprowadzi wejście.”
„Nie jesteś w czynnej służbie, Martho.”
Wyciągnęłam z kieszeni ciężką, pozłacaną odznakę i przesunęłam ją po mahoniowym biurku. „Nigdy nie oddałam dokumentów potwierdzających status emeryta. Aktywuj mnie. Albo sama to zrobię, a ty spędzisz następną dekadę na sprzątaniu prawnych zawirowań.”
Spojrzał na odznakę, a potem na mnie. Zobaczył matkę, która widziała, jak jej córka krwawi na śniegu.
„Boże, miej w opiece Thorne’ów” – wyszeptał.
CZĘŚĆ 4: OSTATNIA WIECZERZA